Bokser: Gołota był w Olsztynie, a słyszę tylko krytykę

- Andrzej Gołota przyjechał do nas całkowicie za darmo, a ludzie żalą się, że po pięciu minutach opuścił salę na Nagórkach. Przecież on był u nas prawie godzinę - mówi Przemysław Opalach, pięściarz i właściciel klubu bokserskiego Wilki Olsztyn, który zorganizował spotkanie.
W niedzielę Gołota zawitał do Olsztyna, by m.in. spotkać się z kibicami. Na najbardziej rozpoznawalnego polskiego pięściarza przed malutką salą, gdzie na co dzień trenują zawodnicy klubu Wilki, czekało kilkuset fanów. Dla niektórych była to znakomita okazja, by zdobyć autograf czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Liczba osób czekających na pięściarza przekroczyła jednak wszelkie oczekiwania. Organizator spotkania nie kryje rozczarowania postawą niektórych kibiców, bo przyjazd gwiazdy boksu miał na celu przede wszystkim popularyzację tej dyscypliny sportu.

Rozmowa z Przemysławem Opalachem

Maciej Nowocień: W pana zawodowej karierze bokserskiej, ale nie tylko, dużo się dzieje...

Przemysław Opalach, pięściarz z Olsztyna: Rok 2012 zakończył się dla mnie bardzo dobrze, ponieważ zdobyłem pas WBO International. Może nie jest to tak prestiżowa kategoria jak WBC, ale zawsze coś. To był też krok do następnych osiągnięć. Z kolei bieżący rok zaczął się dla mnie równie udanie. Co prawda stoczyłem łatwiejszą walkę, ale w ubiegłym tygodniu wygrałem z doświadczonym przeciwnikiem [na gali w Pionkach pokonał przez nokaut w III rundzie Dragomira Vasile - red.].

O pana sportowych osiągnięciach jeszcze porozmawiamy. W niedzielę zorganizował pan spotkanie Andrzeja Gołoty z kibicami w klubie Wilki Olsztyn. Trudno było sprowadzić taką gwiazdę?

- Jeśli ma się swoje kontakty, układy, to jest to możliwe. Pan Andrzej Gmitruk [trener Gołoty - red.] sporo mi pomaga i teraz też ułatwił mi to spotkanie. On także może na mnie liczyć, jeśli chodzi o sprawy sportowe. Gołota też chciał zobaczyć mój klub i przyjechał do nas wspólnie ze swoją żoną, która nie kryła zadowolenia z tej wizyty. Oboje zresztą byli pod wrażeniem.

Z najpopularniejszym polskim pięściarzem spotkaliście się także prywatnie...

- Byliśmy na zamkniętym obiedzie w barze Rodzynek na alei Wojska Polskiego. Byli bardzo zadowoleni i Andrzej z żoną zapowiedzieli, że wrócą do nas latem, ale już na dłużej. Uważam, że spotkanie było udane. Gołota jest bardzo pozytywną postacią. Czasami nie wiedziałem, czy on się śmieje, czy nie, ale jak już coś powie, to jest to znakomity dowcip. Widać, że to facet, który mówi to, co myśli. Ma gdzieś opinie, czy ktoś o nim myśli dobrze, czy źle.

Niektórzy narzekają, że Gołota na Nagórkach nie poświęcił fanom więcej czasu.

- Andrzej był w naszym klubie ponad 40 minut. To nie tak, jak niektórzy mówią, że po pięciu minutach opuścił salę. To jest ludzka niewdzięczność. A pragnę podkreślić, że on do Olsztyna przyjechał całkowicie za darmo. Jak komuś było mało, to zawsze może kupić bilety na walkę w Ergo Arenie [23 lutego - red.], a teraz najtańsze kosztują parę tysięcy złotych. Nie rozumiem ludzi, bo zamiast się cieszyć, że Gołota był u nas, to słyszę tylko słowa krytyki. Skoro ktoś do niego nie dotarł i nie dostał autografu, to już nic na to nie poradzę. Ja dotrzymałem obietnicy, że Gołota odwiedzi Olsztyn. Na spotkanie przyszło ponad 600 osób, a Andrzej z każdym starał się zrobić sobie zdjęcie czy podpisać gadżety. On mógł zostać tam do wieczora, ale za niecały tydzień stoczy przecież bardzo poważną walkę. To starcie jest bardzo nakręcone przez media i należy mu się trochę odpoczynku. Podczas spaceru potwierdził, że jest zmęczony tym wszystkim. Ale to nie był powód, dla którego nie poświęcił kibicom więcej czasu. Od strony marketingowej nie mógł sobie pozwolić na więcej. O tym mówili zresztą jego promotorzy i trener. Znając Gołotę, to on by jeszcze dzisiaj siedział i rozdawał autografy. Proszę mi uwierzyć, że on się cieszy z takich rzeczy. Tymczasem spotkałem się z komentarzami, że nie miał czasu i przyjechał wyłącznie po koszulkę. A ja jestem pewny, że gdybym sam nie zorganizował tego spotkania, to Gołota przez kolejne 20 lat nie przyjechałby do Olsztyna.

Mogę zgadywać, że będzie pan kibicował Gołocie w sobotnim pojedynku. Jak widzi pan jego szanse w starciu z Przemysławem Saletą?

- Jestem fanem Gołoty i lubię jego boks. Wiem, że jest w bardzo dobrej formie jak na swój wiek. Trener Gmitruk chyba wyssał z niego wszystko. Moim zdaniem Andrzej wygra, bo uczył się boksu od podstaw. Był w czołówce pięściarskiej na świecie, a moim zdaniem był nawet najlepszy. Miał jednak swoje problemy i wszyscy wiemy, jak potoczyła się jego kariera. Patrząc obiektywnie, to zmierzą się dwaj ogromni faceci ważący ponad sto kilogramów każdy. Jeden cios może okazać się kończący. Nie wierzę, że ta walka potrwa aż 10 rund. Tu będą decydowały wiek, kondycja oraz siła. Obaj chcą pokazać dobre widowisko, a Saleta przecież nie jest tchórzem.

Wróćmy do pana kariery. Ma pan już plan na kolejną walkę?

- W tym tygodniu odbędą się rozmowy. Przygotowania do ostatniego starcia były trudne i wciąż je odczuwam. Mojego przeciwnika braliśmy bardzo poważnie. Walczył przecież już o tytuły IBF. Teraz chcę stoczyć dwa pojedynki, a następnie postarać się o jakiś tytuł.

A jak rozwija się pańska grupa promotorska Opalach Promotion?

- Ostatnio jest o niej cicho, ponieważ na to potrzeba kupę pieniędzy. A ja nie chcę kontraktować zawodników, naobiecywać im nie wiadomo czego i nie dotrzymać słowa. To są bokserzy i sam z doświadczenia wiem, że jeśli nie masz wsparcia, to za dużo nie zwojujesz. Mam nadzieję, że właśnie dzięki takim spotkaniom - jak ostatnie z Andrzejem Gołotą - czy moim dobrym walkom uda się przyciągnąć hojnych sponsorów. Jestem otwarty na wszelką współpracę.

Co roku w lutym odbywała się gala Olsztyn Boxing Night w hali Urania. Teraz o imprezie ani widu, ani słychu...

- Z tego, co wiem, tegorocznej edycji nie będzie. Mam pewne plany, ale nie chcę mówić o nich w mediach. Być może w następnym tygodniu będzie wiadomo coś więcej.

W najbliższą sobotę Olsztyn po raz kolejny odwiedzi Mariusz Wach, który jest pana przyjacielem.

- Tak, to prawda i znów zawita do klub Wilki Olsztyn. A czy poprowadzi trening? To wszystko zależy od liczby gości. W przypadku tak licznej publiczności jak na spotkaniu z Gołotą trudno będzie zorganizować zajęcia. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało, kiedy już "Ważka" do nas przyjedzie.

Rozmawiał Maciej Nowocień

Więcej o: