Minęło 20 lat od tragicznego wypadku Bublewicza

Kariera najlepszego polskiego kierowcy rajdowego przełomu lat 80. i 90. zakończyła się nagle 20 lat temu. Obrażenia, jakich doznał w wypadku podczas Zimowego Rajdu Dolnośląskiego, okazały się zbyt poważne.
Olsztynianin na swoim koncie miał m.in. wicemistrzostwo Europy i sześciokrotnie sięgał po mistrzostwo Polski. Co więcej, w 1993 roku znalazł się na priorytetowej liście "A", czyli wśród 31 najlepszych kierowców rajdowych świata.

Marian Bublewicz był znany nie tylko z wysokich umiejętności w prowadzeniu najszybszych samochodów, ale także z pracowitości, cierpliwości oraz staranności, jakie towarzyszyły mu podczas przygotowań do każdych zawodów. Był człowiekiem niezwykle pogodnym i skromnym, o trudnym do zapomnienia, ujmującym uśmiechu.

Zginął 20 lutego 1993 roku podczas Zimowego Rajdu Dolnośląskiego. Jego śmierć nie poszła jednak na marne. Wypadek, jakiego doznał, spowodował całkowitą zmianę standardów bezpieczeństwa obowiązujących na trasach rajdowych w Polsce. Przez brak samochodu ratownictwa drogowego, którego nie zapewnił organizator, ciężko rannego Mariana Bublewicza wyciągnęli z wraku samodzielnie, posługując się prymitywnymi narzędziami, kibice oraz strażacy ochotnicy.

Potem ścięli drzewo, o które rozbił się samochód, i zrobili z niego krzyż. W miejscu wypadku postawiono także pamiątkowy kamień, przy którym, jak zapewniają miejscowi, zawsze płoną znicze.

W związku z mijającą 20. rocznicą śmierci Bublewicza, w najbliższą niedzielę o godz. 13 odbędzie się specjalne spotkanie. W Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie (ul. Zamkowa 2) będą wspominane największe osiągnięcia olsztynianina. Wcześniej zaś, bo o godz. 11.30, krajowy duszpasterz kierowców ks. Marian Midura odprawi mszę św. wspomnieniową w Sanktuarium Fatimskim w Olsztynie (ul. Bajkowa 15).