Sport.pl

70. Rajd Polski oczami kibiców. Chwalą czy krytykują?

W miniony weekend okolice Mikołajek były opanowane przez kierowców rajdowych. Od piątku do niedzieli trwał tam 70. Rajd Polski. O wrażenia ze sportowej imprezy zapytaliśmy kibiców, którzy przyjechali na Mazury nawet z najdalszych zakątków naszego kraju.
Jak się okazało, na tegorocznej imprezie można było spotkać zarówno wieloletnich maniaków czterech kółek, jak i osoby, które dopiero co zaczęły się interesować motorsportem. - Jeżdżę na rajdy od 50 lat - mówił dla olsztyn.sport.pl pan Ryszard z Białej Podlaskiej. - Po raz pierwszy z perspektywy kibica podziwiałem podobne przedsięwzięcie w 1963 roku w Zakopanem.

Z kolei pani Ewelina z Moniek jeszcze nie miała okazji zobaczyć rajdowych zmagań. - Nigdy wcześniej nie byłam na tego typu zawodach - podkreślała na trasie drugiego oesu. - Wspólnie z koleżanką chciałyśmy zobaczyć przejazd Roberta Kubicy, lecz niestety przegapiłyśmy jego kolej (uśmiech).

Jak przyznało wielu widzów, organizacja tegorocznego 70. Rajdu Polski pozostawiała dużo do życzenia. - Niestety muszę skrytykować ludzi odpowiedzialnych za przeprowadzenie rajdu - wyjaśniał pan Krzysztof z Wałbrzycha. - Nigdzie nie mogłem otrzymać stosownych informacji na temat dojazdu na poszczególne odcinki specjalne. Co więcej, doświadczyłem fatalnej organizacji także na parkingach przygotowanych dla kibiców.

Tych, którzy zdecydowali się przez cały weekend dopingować najlepszych kierowców z Europy, trzeba pochwalić za wytrwałość. Tak złej pogody podczas rajdu na Mazurach jeszcze nigdy nie było. Wystarczyły dwa dni ulewnych deszczów, by trasy zawodów zamieniły się w błotniste grzęzawiska. To było także wielkie utrudnienie dla fanów, którzy podziwiali rywalizację, stojąc po kostki w błocie. - Patrząc na warunki, jakie nas tu zastały, trzeba było uzbroić się w dwie rzeczy - zaznacza pan Roman z Sulejówka. - Pierwszą z nich są kalosze, a drugą pozytywna energia. - Przy takiej ulewie gumowe buty były niezbędne.

70. Rajd Polski był też pierwszym od lat, który nie miał murowanego faworyta do zwycięstwa. Po ogłoszeniu listy uczestników szanse na wygraną dawano aż 10 kierowcom. Także wśród kibiców opinie były podzielone. - Moim zdaniem pierwszy może być Czech Jan Kopecky [do tej pory lider mistrzostw Europy - red.] - zwracał uwagę fan rajdów z Białej Podlaskiej. - Nie wykluczam jednak zaciętej walki między większą grupą zespołów. W taką pogodę decydujące mogą okazać się ułamki sekund. - Z kolei według mnie najbardziej prawdopodobny jest triumf Kubicy - podkreślał pan Jakub z Warszawy. - Ma on doświadczenie w zmaganiach na najwyższym światowym poziomie i z pewnością nie boi się szybkiej oraz zdecydowanej jazdy. - A ja zaryzykuję stwierdzenie, że najlepszy może okazać się Krzysztof Hołowczyc - zadeklarowała odważnie Ewelina z Moniek.

Niemal wszystkie napotkane osoby podkreślały, że całą imprezę bardzo uatrakcyjniało uczestnictwo Roberta Kubicy, do niedawna gwiazdy Formuły 1. Nie zgadzali się jednak z często pojawiającą się opinią, że to głównie jego osoba przyciągnęła na Mazury tak liczne rzesze fanów motoryzacji. - Według mnie większość ludzi przyjechała tutaj właśnie ze względu na byłego kierowcę bmw sauber i renault - stwierdził pan Robert ze Skierniewic. - Kubica jako najbardziej medialny polski rajdowiec na pewno zapewnił całemu widowisku dodatkowy smaczek - zgodził się z nim pan Krzysztof z Wałbrzycha. - Ja bym przyjechał, nawet gdyby go tutaj nie było - śmiał się pan Ryszard. - Reszta załóg także gwarantuje niemałe emocje i sądzę, że cały rajd byłby równie dużym sukcesem bez krakowianina.

Przypomnijmy, że ostatecznie na mazurskich szutrach triumfował pochodzący z Cieszyna Kajetan Kajetanowicz (ford fiest R5).

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.



Więcej o: