Sport.pl

Hołowczyc siódmy w Rajdzie Dakar: "To dopiero początek"

Udanie dla kierowcy z Olsztyna rozpoczął się Rajd Dakar 2014. Pierwszy etap zakończył na wysokim, siódmym miejscu. - To dopiero krótka przygrywka, bo przed nami jeszcze dwa tygodnie ostrej rywalizacji - mówi Krzysztof Hołowczyc.
Prawdziwa rajdowa gorączka opanowała argentyńskie Rosario już w sobotę, kiedy przejazd uczestników przez miasto oglądało aż pół miliona ludzi. Wśród nich nie zabrakło Krzysztofa Hołowczyca oraz pozostałych 17 reprezentantów Polski. Dzień później o wielkiej fecie i świętowaniu nie było już mowy. Zawodnicy do pokonania mieli aż 809 km, z czego 180 km to był odcinek specjalny. Nikt nie mógł liczyć na taryfę ulgową, a na mecie niemal wszyscy zgodnie przyznawali, że było to dla nich i ich maszyn duże wyzwanie.

Trasa wiodła bowiem krętymi i wąskimi drogami, często po kamienistej nawierzchni. Hołowczyc poradził jednak sobie bardzo dobrze, wykręcając siódmy czas i tracąc do lidera cztery minuty i 21 sekund. To najlepszy wynik pośród polskich kierowców. - Może nie jest to dla nas wymarzony początek. Zdajemy sobie sprawę, że mogłoby być lepiej. To dopiero krótka przygrywka, bo przed nami jeszcze dwa tygodnie ostrej rywalizacji - napisał na swoim fanpage'u popularny "Hołek".

Dla olsztynianina tegoroczny Dakar jest pierwszym, w którym jedzie z rosyjskim pilotem Konstantinem Żylcowem. Zgranie się z nowym kompanem z załogi to niejedyna trudność, jaka czekała Hołowczyca na etapie inaugurującym zmagania. Już na samym początku Polak utknął na trasie za plecami Argentyńczyka Lucio Alvareza, który blokował znacznie szybszego Hołowczyca. - Myślę, że straciliśmy przez to nie więcej niż dwie minuty - podkreśla Krzysztof Hołowczyc. - Na początku jechałem dość zachowawczo, potem już bardziej wykorzystywałem drogę i możliwości samochodu.

Pierwszym liderem tegorocznej edycji Dakaru został niespodziewanie Portugalczyk Carlos Sousa, który trasę pokonał w dwie godziny, 20 minut i 36 sekund. Tym samym wyprzedził dwóch kolegów Hołka z Monster Energy X-Raid Team - Orlando Terranovę i Nassera Al.-Attiyaha. Wspomniani kierowcy na mecie zameldowali się, tracąc odpowiednio 11 i 47 sekund.

Zgodnie z przewidywaniami zespół, dla którego jedzie olsztynianin, będzie walczył o zwycięstwo w całym rajdzie. Nie dość, że zawodnikom tego teamu przypadła druga i trzecia pozycja w generalce, to czwarty był Nani Roma, a szósty - doskonale znany Stephane Peterhansel. Co więcej, ostatni z nich niedzielny odcinek specjalny zakończył z identycznym rezultatem jak olsztynianin. Z tą tylko różnicą, że Francuz na trasie musiał zatrzymać się z powodu złapania gumy w swoim aucie.

W poniedziałek zawodników czeka kolejny etap z San Luis do San Rafael. Jego trasa dojazdowa wynosi 304 km, a długość odcinka specjalnego dla kierowców samochodów to 433 km.

Klasyfikacja po pierwszym etapie Rosario - San Luis (OS 180 km): 1. Carlos Sousa, Miguel Ramalho (Portugalia) Haval 2:20.36; 2. Orlando Terranova (Argentyna), Paulo Fiuza (Portugalia) Mini strata 11 s; 3. Nasser Al-Attiyah (Katar), Lucas Cruz (Hiszpania) Mini 47; 7. Krzysztof Hołowczyc (Polska), Konstantyn Żylcow (Rosja) Mini 4.21; 16. Marek Dąbrowski, Jacek Czachor (Polska) Toyota 10.41; 22. Martin Kaczmarski (Polska), Filipe Palmeiro (Portugalia) Mini 12.23; 23. Adam Małysz, Rafał Marton (Polska) Toyota 12.55; 32. Piotr Beaupre, Jacek Lisicki (Polska) BMW 18.39.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.

Więcej o: