Sport.pl

Dakar. Pech nie opuszcza Hołka. Jechał z przebitą oponą

- Dzisiejszym wynikiem jestem niezmiernie rozczarowany. Trasa była mordercza, naszpikowana ogromnymi dziurami - napisał na swoim fanpage'u po środowym etapie Rajdu Dakar Krzysztof Hołowczyc.
Niezbyt udanie zakończył się dla olsztyńskiego kierowcy maraton, za jaki można było uznać czwarty odcinek specjalny. Po znakomitym drugim miejscu jakie zajął dzień wcześniej (wówczas przegrał tylko z Nanim Romą) popularny Hołek, tym razem na macie zameldował się z ponad 45-minutową stratą do jadącego buggy Carlosa Sainza. To właśnie Hiszpan jest nowym liderem Dakaru 2014. Polak w generalce spadł na dziewiątą pozycję ze stratą 1:07.00 Sainza.

Kibice zastanawiali się, co było przyczyną tak nieudanego występu olsztyńskiego kierowcy. Tym bardziej, że w połowie trasy zajmował siódme miejsce z zaledwie 7 minutami za pierwszym Nasserem Al-Attiyahem. - Już na początku dnia w dziurze złapaliśmy kapcia i wyprzedził nas Poulter. Długi czas jechaliśmy w kurzu za jego toyotą, która w pewnym momencie popsuła się. Dogonił nas wtedy Terranova, ale nie daliśmy się wyprzedzić i tak zakończyliśmy pierwszą część etapu, jadąc bardzo dobrym tempem - wyjaśnił kierowca na swoim fanpageu.

To jednak nie był koniec nieszczęśliwych zdarzeń na trasie. Z każdym kilometrem najdłuższego odcinka specjalnego tego rajdu Hołek tracił do czołówki coraz więcej. Na drodze biało-czerwonego auta (mini all 4 racing) stanęła wielka koleina. - Wtedy wyprzedził nas Terranova. Długo jechaliśmy za nim i zbliżyliśmy się do Naniego Romy, który miał kłopoty nawigacyjne. W pewnym momencie nasze trzy mini [z teamu X-raid - red.] pojechały w złą stronę i musieliśmy sporo wracać. Po drodze kolejna wielka dziura i kolejny kapeć. Zostaliśmy poza trasą i bez zapasu. Od tego momentu zdecydowanie zwolniłem, żeby tylko dojechać do mety.

Wówczas stało się jasne, że olsztyński kierowca, jadąc uszkodzonym autem, nie będzie w stanie nawiązać walki z czołówką. Zamiast próbować dogonić rywali, musiał walczyć o przetrwanie. Tym bardziej że na tym etapie trasa wiodła przez szerokie nawet na 5 km rzeczne rozlewiska. - Prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie udzielić nam pomocy - wyjaśnia Hołowczyc.

Nie bez powodu tegoroczną edycję Dakaru okrzyknięto najtrudniejszym rajdem w ostatnich latach. Przed rozpoczęciem morderczej walki organizatorom zależało na tym, żeby zawody odzyskały swoją złą sławę. Z każdym upływającym dniem można rzec, że ta sztuka się im udała. Od startu w Rosario z dalszej jazdy zrezygnowało już 101 kierowców (w tym 32 samochodowych), a to z pewnością nie koniec.

Jak informują organizatorzy 9 stycznia może być dniem, w którym liczba kandydatów do zwycięstwa zostanie zdecydowanie zredukowana. Wszystko za sprawą etapu z Chilecito do Tucman, gdzie na auta czeka łącznie 911 km.

Żarty dawno się skończyły i za przykład może posłużyć wczorajszy pechowiec Guerlain Chicherit. Francuz prowadził po pierwszym pomiarze czasowym, ale rajdu nie ukończył. Jak dowiadujemy się z fanpageu rajdowca, jego buggy zapaliło się podczas jazdy. Załoga natychmiast opuściła pojazd, który po pięciu minutach eksplodował. Jedną z przyczyn prawdopodobnie była niezwykle wysoka temperatura panująca na zewnątrz i sprawiająca, że paliwo w bakach może się zagotować.

Na piątym etapie warunki będą bardzo podobne, sprzęt i zawodnicy przejdą niezwykle trudny test.

Oficjalna klasyfikacja generalna po czterech etapach:

1. Carlos Sainz (Hiszpania), Timo Gottschalk (Niemcy) Smg 14:15.03 

2. Nani Roma (Hiszpania), Michel Perin (Francja) Mini strata 2.06

3. Nasser Al-Attiyah (Katar), Lucas Cruz (Hiszpania) Mini 6.56

9. Krzysztof Hołowczyc (Polska), Konstantin Żylcow (Rosja) Mini 1:07.00

10. Marek Dąbrowski, Jacek Czachor (Polska) Toyota 1:18.44

14. Martin Kaczmarski (Polska), Filipe Palmeiro (Portugalia) Mini 1:48.38

17. Adam Małysz, Rafał Marton (Polska) Toyota 2:06.44.

Więcej o sportowcach z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.

Więcej o: