Sport.pl

Mechanik Volkswagen Motorsport: Nie chcemy teatru jednego aktora

- Mam nadzieję, że dogoni Ogiera w klasyfikacji generalnej. Nie chcemy teatru jednego aktora - mówi o Andreasie Mikkelsenie Artur Wroński, mechanik teamu Volkswagen Motorsport. Norweg z rajdu na rajd staje się coraz lepszy i chce konkurować z francuskim mistrzem świata.
Rozmowa z Arturem Wrońskim

Waldemar Bargiel: Rozmawialiśmy rok temu na Rajdzie Polski, więc muszę zapytać o to, co przez ten czas zmieniło się w waszej ekipie?

Artur Wroński, szef mechaników w teamu Volkswagen Motorsport: - Nie było wielu rewolucyjnych zmian. Mamy w tym roku nowe auto, które zostało ulepszone i wyposażone w najnowszy system zmiany biegów.

Ten sezon rozpoczął się od Rajdu Monte Carlo, gdzie doszło do pasjonującego pojedynku. Wasz najlepszy zawodnik i mistrz świata Sebastien Ogier mierzył się wówczas z legendarnym Sebastienem Loebem. Jak oglądało się tę rywalizację z bliska?

- Zainteresowanie zmaganiami było wtedy dużo większe niż zwykle. To był najbardziej pozytywny aspekt całego rajdu. Do Monte Carlo przyjechało dużo więcej ludzi i więcej przedstawicieli mediów niż zwykle. Ogier okazał się wtedy lepszy i to było dla nas bardzo ważne. Dzięki temu, że doszło do takiej konfrontacji, poczuliśmy miłą odmianę od codziennej rutyny. Było to coś zupełnie nowego.

Loeb przegrał pojedynek z waszym kierowcą. Można zatem powiedzieć, że był to dla niego "zmierzch bogów"?

- Przegrał, bo po prostu popełnił błąd. Trudno mu coś zarzucać. Sebastien Ogier, który jeździ 13 rajdów w sezonie, a między nimi jeszcze testy, jest na pewno dużo lepiej rozjeżdżony niż Loeb, który na co dzień już tego nie robi. Gdyby wygrał, to znaczyłoby, że jest fenomenem i geniuszem rajdów.

A jak jest z pana osobą w Volkswagenie? Jest pan coraz bardziej popularny z roku na rok wśród polskich kibiców?

- Nie zauważyłem, żebym stawał się bardziej znany (uśmiech). Jestem osobą, która raczej unika rozpoznawalności. Stawiam na własny azyl, a podczas rajdów skupiam się na pracy od początku do końca.

W tym roku waszą zmorą był Rajd Argentyny. Wówczas żaden z waszych zawodników nie stanął na podium. Dlaczego musieliście spisać tę imprezę na straty?

- Mam nadzieję, że w Argentynie wyczerpaliśmy limit pecha na ten rok. Miało tam miejsce kilka zbiegów okoliczności, ponieważ w dwóch samochodach doszło do tej samej usterki i oba nagle się zatrzymały. Potem już wiedzieliśmy co robić, żeby to się nie powtórzyło. Niestety nie mogę mówić o tym, co to była za awaria. Zatrzymanie aut dotyczyło Sebastiena i Jariego-Mattiego. Jechali modelem samochodu z 2015 roku, w którym właśnie ta konkretna część była zamontowana. Andreas miał o rok starsze auto, w którym tej części nie było.

Apropo Mikkelsena, to w tym sezonie najczęściej zajmuje trzecie miejsca [cztery razy - red.]. Jest zadowolony z tych rezultatów?

- Ma już dość trzecich miejsc. Wydaje mi się, że dorósł do tego, aby w końcu coś wygrać. W Szwecji był trochę za szybki i popełnił błąd na ostatnim odcinku. W Polsce toczy ciekawy pojedynek z Sebastienem, więc może właśnie tutaj wywalczy przełamanie. Rajd Polski jest półmetkiem sezonu, więc to najlepszy czas na wejście na wyższy poziom. Mam nadzieję, że dogoni Ogiera w klasyfikacji generalnej. Nie chcemy teatru jednego aktora.

Jeśli już jesteśmy przy Sebastienie, to czy można powiedzieć, że teraz mamy rajdową "erę Ogiera"?

- W jakimś stopniu tak. Jest bardzo mocny jeśli chodzi o umiejętności, ale także o psychikę. Mimo że na każdym rajdzie czyści trasę z szutru, to i tak jest nie do pokonania. Te czyszczenie jest dla niego sporym utrudnieniem. Na każdej imprezie jednak jest tak samo. Sebastien jest mistrzem świata i jedzie jako pierwszy, więc to jego stały problem. Nikt nie jest zadowolony, jeśli jest w dobrej formie, a ma dodatkowy balast, który osłabia jego osiągi. Gdyby na trasie nie było tego dodatkowego żwiru, to kto wie, może byłby jeszcze lepszy.

Więcej o Lotos 72. Rajdzie Polski czytaj na olsztyn.sport.pl.

Więcej o: