Rajd Polski przyciąga, ale kibiców trzeba edukować

- Jesteśmy zadowoleni, że na nasz rajd co roku przyjeżdża ponad 100 tys. fanów motorsportu, lecz nad taką masą ludzi trudno jest zapanować - mówi Jarosław Noworól, dyrektor Lotos 72. Rajdu Polski, który przez cztery dni królował na szutrowych trasach pod Mikołajkami.
Nie było niespodzianki, po 19 odcinkach specjalnych triumfował kierowca teamu Volkswagen Motorsport i aktualny lider rankingu WRC - Francuz Sebastien Ogier. Tuż za nim finiszował jego kolega z zespołu Norweg Andreas Mikkelsen oraz Estończyk Ott Tanak (ford fiesta WRC). Swój najlepszy wynik w sezonie osiągnął także Robert Kubica (ósme miejsce), za którym na Mazury przyjechały dziesiątki tysięcy kibiców.

Rozmowa z Jarosławem Noworólem

Waldemar Bargiel: Jest pan zadowolony z tegorocznego Rajdu Polski?

Jarosław Noworól, dyrektor Rajdu Polski: Wszystko szczęśliwie się skończyło, a zawodnicy dojechali do mety. Co więcej, wygrał kierowca, który na tę chwilę jest najlepszy na świecie [Sebastian Ogier broni tytułu mistrzowskiego - red.]. Istotne było także to, że dopisała nam pogoda. Jeszcze przed rajdem mówiło się, że jeśli spadnie deszcz, to zmagania mogą zmienić się w loterię. Nie sądzę jednak, żeby do tego mogło dojść. Trasy miały twardą nawierzchnię, a zmienić to mogłyby tylko wielodniowe ulewy.

Jak imprezę ocenili delegaci Międzynarodowej Federacji Samochodowej FIA? Domyślam się, że mieli zastrzeżenia do odcinka specjalnego nr 14 OS Mazury, który w ostatniej chwili trzeba było odwołać?

- Duża liczba kibiców przy trasie jest dobra, ale czasem też działa na niekorzyść organizatora. Jesteśmy zadowoleni, że na nasz rajd co roku przyjeżdża ponad 100 tys. fanów motorsportu, lecz nad taką masą ludzi trudno jest zapanować. Mieliśmy nawet odgórne polecenie od FIA, żeby w sytuacjach, w których przy drodze zgromadzi się zbyt dużo osób, odwołać dany OS ze względów bezpieczeństwa. Tak też zrobiliśmy w przypadku odcinka specjalnego "Mazury". Czas pokazał, że dobrze się stało, ponieważ przy późniejszych etapach kibice przestrzegali już naszych poleceń.

W przeciwieństwie do ubiegłorocznej edycji Rajdu Polski, tym razem zrezygnowaliście z odcinków specjalnych rozgrywanych na Litwie. To była słuszna decyzja?

- Nie chcę mówić, że OS-y na Litwie były złe, ale uważam, że Rajd Polski w całości powinien odbywać się w naszym kraju. Z mojej perspektywy jako organizatora, dużo łatwiej było przeprowadzić taką imprezę. Zawodnicy również byli bardziej zadowoleni, ponieważ po całym dniu rywalizacji wracali do hotelu wieczorem, a nie w środku nocy. Nie musieli pokonywać blisko 100 kilometrowych dróg dojazdowych. Kibicom takie rozwiązanie także przypadło do gustu, bo poszczególne odcinki były rozlokowane bliżej siebie i mieli szansę zobaczyć więcej startujących załóg.

To niejedyna zmiana wprowadzona do 72. Rajdu Polski. Zmienił się także park serwisowy przy hotelu Gołębiewskim w Mikołajkach, którego powierzchnia została wybetonowana...

- Osobiście jestem z tego powodu usatysfakcjonowany, ponieważ usprawniło to ruch w parku serwisowym [rok wcześniej po ulewnych deszczach samochody grzęzły w błocie - red.]. Co więcej, kibice dokładnie widzieli, gdzie znajdują się strefy wyznaczone dla nich, i nie podchodzili za blisko do ekip rajdowych. Jednocześnie mieli okazję obserwować, jak funkcjonują takie zespoły.

Czy jest jednak coś, co planujecie poprawić przed kolejną edycją Rajdu Polski?

- Chcielibyśmy usprawnić współpracę z kibicami motorsportu. Powinno się postawić na edukowanie ich w zakresie stosowania się do poleceń służb porządkowych. Wrócę tutaj do OS-u 14 Mazury, który musieliśmy odwołać. Część fanów stała w wyznaczonych przez organizatora miejscach, a mimo to nie mogliśmy wypuścić załóg rajdowych na trasę. Oni z pewnością mieli pretensje, ale nie do nas, a do tych fanów, którzy nie przestrzegali zasad bezpieczeństwa.

Przejdźmy teraz do sportowej strony rajdu. Oczy polskich kibiców zwrócone były przede wszystkim na Roberta Kubicę (ford fiesta WRC), który osiągnął swój najlepszy wynik w sezonie...

- Dobrze, że udało mu się ukończyć zmagania bez większych przygód na trasie. No może poza przebitą oponą na ostatnim odcinku, kiedy to najechał na kamień. Najważniejsze, że nie "zwiedzał" terenów poza OS-ami, dotrwał do mety i wyjeżdżał z Mikołajek zadowolony.

Zmagań na Mazurach dobrze nie będzie wspominał za to Jari-Matti Latvala. Fin na tym samym odcinku specjalnym uderzył w drzewo, tracąc tym samym trzecie miejsce w rajdzie. Coraz głośniej mówi się, że to jego ostatni sezon w barwach Volkswagena.

- To nie Rajd Polski wpływa na to, czy dany zawodnik opuści dany zespół. Latvala wygrał w tym roku Rajd Portugalii, więc dał już swojemu kierownictwu jasny znak, że wie, jak się zwycięża. Nie sądzę, żeby volkswagen szybko zrezygnował z kierowcy, który potrafi konkurować z najlepszymi na świecie. Nie zmienia to jednak faktu, że na Jarim chyba ciąży klątwa Rajdu Polski, a także ostatnich OS-ów [2009 r. - miał wypadek na ostatnim OS-ie, 2014 r. - zajął piątą pozycję - red.].

Na pechu Latvali skorzystał Ott Tanak z Estonii, który ostatecznie stanął na najniższym stopniu podium. Można powiedzieć, że był największą sensacją rajdu?

- Ott ma za sobą bardzo udane zawody. Dał się poznać jako jeden z niewielu rajdowców, którzy mogą rywalizować z fabryczną ekipą Volkswagena. Jest utalentowanym kierowcą, a w dodatku ma jeszcze przed sobą swoje najlepsze lata. Sądzę, że przed nim wielka kariera. Na tę chwilę jednak nie jest w stanie przebić Sebastiena Ogiera.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.