Rajdy. Jak Krzysztof Hołowczyc radzi sobie z upałem?

Szczypta soli, dwie płaskie łyżki miodu i pół cytryny na pół litra wody - to magiczna recepta Krzysztofa Hołowczyca na to, jak walczyć z upałem. Na każdą pętlę rajdu kierowcy zabierają trzy litry płynów, ich piloci litr mniej.
W Mikołajkach od środy pogoda była iście afrykańska. Temperatura dochodziła do 35 stopni w cieniu, niebo było błękitne i bezchmurne, wiatru zbyt wielkiego wcale. Było pięknie i gorąco. Kibice z upałem radzili sobie, ukrywając się pod czapkami i parasolami, chłodząc się napojami. Kierowcy mieli o wiele gorzej.

Auta WRC nie są wyposażone w klimatyzację. Do tego kierowca i pilot ze względu na normy bezpieczeństwa ubrani są od stóp do głów w niepalny kombinezon, który powietrza nie przepuszcza. Gdy na zewnątrz jest 35 stopni, w ich autach jest blisko 60. Gdy dojeżdżają na metę odcinków specjalnych, przypominają maratończyków wyczerpanych po biegu. W piątek rozmawialiśmy po maratońskim etapie z Robertem Kubicą. Gdy Polak wysiadł z auta, jego czoło było zroszone kropelkami potu, które mieniły się w słońcu. Inni też ociekali potem z wyczerpania.

- Kierowca i pilot mają ze sobą specjalne napoje, u nas jest to połączenie wody z minerałami specjalnie dostosowane do zawodników. Płyny zabierają ze sobą do auta - opowiadał Thomas Villette, PR Manager rajdowego zespołu Hyundaia.

Napoje przewożone są w specjalnych "camel bagach" - to takie woreczki z tworzywa sztucznego, w których można umieścić płyn. Napój dostarczany jest do ust kierowcy specjalną rurką. Woreczki montuje się z tyłu fotela. - Najniżej jak to możliwe, chodzi o właściwy rozkład masy w aucie, tu każdy kilogram ma znaczenie - dodaje Villette.

Kierowcy zabierają ze sobą trzy litry specjalnie przygotowanych płynów, piloci mają ze sobą litr mniej. - Kierowca musi być cały czas bardzo skoncentrowany, do tego prowadzenie auta pochłania więcej energii niż dyktowanie notatek - mówi Villette.

Kierowcy i piloci mogą uzupełnić płyny w "camel bagach" tylko podczas serwisu. W piątek, podczas najbardziej wyczerpującego dnia Rajdu Polski, takiej możliwości nie było - organizatorzy nie przewidzieli przerwy serwisowej w połowie dnia, kierowcy mogli dokonać jedynie zmiany opony. - To był bardzo, bardzo długi dzień - powiedział dyplomatycznie, po chwili namysłu, Andreas Mikkelsen, kierowca VW.

Gdy tylko kierowcy podjeżdżali w okolice serwisu, już czekali tam na nich członkowie zespołów. - Mamy wcześniej przygotowane i podpisane napoje. Pilnujemy kierowców, by byli właściwie nawodnieni, bo muszą być na trasie w jak najlepszej formie - mówi Villette.

Kiedy prosiliśmy Krzysztofa Hołowczyca, który w Rajdzie Polski jechał autem klasy WRC2, o porównanie warunków do tych panujących na Dakarze, ten tylko się uśmiechnął i powiedział: - Prawdziwy skwar to robi się, kiedy na zewnątrz jest 50 stopni, a wkoło są wydmy. Tu jest normalnie. Nawet jak się jedzie, to wieje wiatr, jest normalnie. Dakar to inna bajka. Jedziesz wolno, nie masz możliwości, żeby przedmuchać samochód i na wydmie jest ciężka fizyczna praca, zmiany biegów. Tu jest sporo przyjemniej, tylko drobne ruchy kierownicą. Nawet się śmieję, że już zaczynamy się rozkręcać, już jedziemy coraz szybciej, a tu OS się kończy. Brakuje mi tych kilometrów.

Kierowcy Hyundaia popijają wodę z minerałami, a Hołowczyc ma swój napój izotoniczny domowej roboty i bez namysłu zdradził przepis: - Szczypta soli, dwie płaskie łyżki miodu i pół cytryny na pół litra wody. To najlepszy i najprostszy izotonik, jaki istnieje. Mój organizm bardzo to kocha i łatwo to przyjmuje. To działa jak marzenie - mówi Hołowczyc.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.