Marcin Możdżonek: W LŚ szło nam jak koniowi pod górę

- Nie można powiedzieć, że ten albo inny siatkarz zawalił. Każdy przyczyn zaczyna szukać od siebie - mówi Marcin Możdżonek, wychowanek AZS Olsztyn i środkowy reprezentacji Polski.
Rozmowa z Marcinem Możdżonkiem

Michał Koronowski: Po tak niespodziewanie szybkim odpadnięciu z Ligi Światowej (4 zwycięstwa, 6 porażek), czujecie złość, rozczarowanie czy może coś jeszcze innego?

Marcin Możdżonek, wychowanek AZS Olsztyn, kapitan reprezentacji Polski: Wszystkiego po trochu. Jest złość, bo nie udało się nam pod względem sportowym. Jest też rozczarowanie, bo liczyliśmy na o wiele lepszy wynik, a przede wszystkim na swoją lepszą grę. Z drugiej strony byliśmy bez formy i nie potrafiliśmy nawiązać walki, do której przyzwyczailiśmy wszystkich, łącznie z nami samymi. Na treningach pod względem fizycznym wszystko było w porządku, a w meczach pojedyncze akcje czy nawet sety wychodziły nam bardzo dobrze. Niestety, nie pokazaliśmy tego na przestrzeni całych pojedynków. Ja cieszę się chociaż z tego, że nasza drużyna gdzieś się nie rozpierzchła, tylko w każdym spotkaniu walczyła do końca. I to mimo tego, że szło nam jak koniowi pod górę.

Czego wam zabrakło, by awansować z grupy (Polacy zajęli czwarte miejsce za Brazylią, Bułgarią i Francją). Byliście zbyt zmęczeni, zabrakło w zespole lidera, który w trudnych momentach wziąłby na siebie ciężar gry, czy może to właśnie indywidualności mieliście za dużo w swoim składzie?

- Zmęczeni jesteśmy nieustannie i zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Gramy praktycznie non stop i tak samo było w poprzednich latach. Moim zdaniem przyczyn niepowodzenia należy szukać w naszych głowach. Nie umieliśmy naszych atutów przełożyć na całe mecze. W różnych momentach brakowało nam koncentracji na boisku, bo myślami błądziliśmy gdzieś indziej. Na słabe wyniki nigdy nie składa się jedna rzecz. Nie można powiedzieć, że ten albo inny zawodnik zawalił. Siatkówka to sport drużynowy, a tak samo jak na zwycięstwo, tak i na porażkę składa się wiele czynników.

Kibice mogą być lekko zaniepokojeni, bo reprezentacja Polski, która rok wcześniej wygrała całą Ligę Światową, w kolejnym nie może nawet awansować do Final Six.

- My na to w ten sposób nie patrzymy. Zdajemy sobie sprawę, co musimy poprawić, a co zmienić zarówno w sposobie trenowania, jak i podejściu do gry w reprezentacji.

W 2012 roku nie mieliście sobie równych, wygrywając LŚ, a kiedy miał przyjść szczyt formy na igrzyska olimpijskie, przeżyliśmy zawód. Może tym razem będzie na odwrót i ostatnie niepowodzenie powetujecie sobie podczas wrześniowych mistrzostw Europy?

- Mam taką nadzieję i zrobimy wszystko, by tak było. Zeszłe lata, czy 2012 rok to dla nas już przeszłość. Wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski, a mistrzostwa Europy są teraz dla nas najważniejsze, bo w końcu odbędą się w Polsce. Zapewniam, że będziemy gotowi. Wszyscy mamy swoje przemyślenia i jestem przekonany, że pewnych rzeczy uda się nam uniknąć, a inne zmienimy. Nie ma co jednak spodziewać się rewolucji w reprezentacji, bo tego nam nie potrzeba.

Do mistrzostw Starego Kontynentu, których gospodarzami będą Polska i Dania, pozostały raptem dwa miesiące. To wystarczy, by przygotować się, tak by fani siatkówki zobaczyli reprezentację, która znów będzie grała o najwyższe cele?

- Moim zdaniem tyle czasu nam wystarczy. Nie pierwszy raz jesteśmy w trudnej sytuacji, ale takie jest życie sportowców. Jak mówił nam chociażby Anastasi: "Trudne sytuacje w sporcie się zdarzają i one będą zawsze, a wielkie drużyny poznaje się po tym jak z tego wychodzą".

Po odpadnięciu z tegorocznej LŚ odbyliście między sobą niejedną męską rozmowę. Nie było jednak mowy o obwinianiu się nawzajem...

- Staramy się tego unikać, a w zasadzie to nigdy nie zrzucamy winy na kolegów. Raz, że byłoby to bardzo nieeleganckie, a po drugie każdy przyczyn porażki zaczyna szukać od siebie. Najłatwiej zobaczyć u kogoś w oku źdźbło trawy, a u siebie belki nie widzieć.

Pan sam teraz musi jednak zadbać przede wszystkim o swoje zdrowie. Podobno nie obejdzie się bez zabiegu?

- Właśnie jestem w drodze do Łodzi, gdzie przejdę badania Achillesa [rozmawialiśmy wczoraj po południu - red.]. Ból tego ścięgna ciągnie się za mną od zeszłorocznej Ligi Światowej i finałowego meczu, kiedy to skręciłem sobie kostkę. Wtedy jak najszybciej chciałem wrócić do trenowania, by pojechać na igrzyska do Londynu. I nie żałuję tej decyzji, ale teraz płacę za to cenę. Przez cały miniony sezon doskwierał mi ból i muszę choć trochę ten mięsień podleczyć, by się nie urwał.

Reprezentanci Polski na długie urlopy nie mają co liczyć. Do wspólnych zajęć wrócicie już 2 sierpnia. Mimo to pan w tym czasie zdecydował się poświęcić swój czas dla dzieciaków. "Trening siatkarski z Marcinem Możdżonkiem" to akcja przygotowana z myślą o najmłodszych.

- Dla mnie to przyjemność zrobić coś dla dzieci i zademonstrować im, jak wygląda siatkówka. Chcę im pokazać, że warto spędzać czas aktywnie fizycznie, a nie tylko przy komputerze czy telewizorze. Dla mnie to też po części i obowiązek, bo poczuwam się w odpowiedzialności, by takie zajęcia prowadzić. Mnie państwo polskie zapewniło świetne warunki, by wyszkolić się jako siatkarz, więc teraz mam okazję się zrewanżować.

W zeszłym roku debiutował pan w roli trenera młodzieży. Teraz zajęcia odbędą się w Ostródzie (24 lipca), Warszawie (26 lipca), Płocku (27 lipca) oraz Gdańsku (28 lipca). Możliwość przekazania swojej wiedzy tym maluchom sprawia panu frajdę?

- Dzieci są jak gąbka i chłoną wiedzę, którą im przekazuję. Jak dotąd miałem tę przyjemność i dzieci są bardzo chętne do współpracy. Wszyscy chcieli się czegoś nauczyć i spróbować swoich sił w siatkówce. A co ważne, odniosłem wrażenie, że się im podobało. Dlatego jeżeli w tym roku będzie, to nic tylko się z tego cieszyć.

Rozmawiał Michał Koronowski

Więcej o sportowcach z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.