Dobrowolski: Wygasała we mnie nadzieja na grę dla AZS-u

Doświadczony rozgrywający po latach wrócił do klubu, w którym się wychował i od razu został jego kapitanem. - To, że moja przyszłość związana jest z Olsztynem, wiedziałem od zawsze - mówi w rozmowie z olsztyn.sport.pl.
Maciej Dobrowolski, to jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w Polsce. Podczas gry w Skrze Bełchatów i Resovii Rzeszów zdobył w sumie siedem tytułów mistrza Polski. W sezonie 2013/2014 swoim doświadczeniem ma pomóc olsztyńskiemu Indykpolowi AZS.

Rozmowa z Maciejem Dobrowolskim

Patryk Skrzat: Pamięta pan, ile to już lat minęło od ostatniego meczu w barwach olsztyńskiej drużyny?

Maciej Dobrowolski, kapitan Indykpolu AZS Olsztyn: To był już dziesiąty sezon poza AZS-em. Trochę tego czasu rzeczywiście upłynęło. Fajnie, że wróciłem, to dla mnie coś bardzo przyjemnego. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało dalej, ale jestem bardzo dobrej myśli.

Przez te wszystkie lata nie zapomniał pan jednak o swoim rodzinnym mieście...

- Oczywiście. Każde wakacje spędzaliśmy z rodziną właśnie w Olsztynie. To, że kiedyś wrócę, wiedziałem od zawsze. Tu mam dom i z tym miejscem chcę związać swoją przyszłość. W Olsztynie urodziły się moje dzieci, tu są także rodziny moja i mojej żony. Z roku na rok wygasała jednak we mnie nadzieja, że zagram jeszcze w barwach AZS-u, ale udało się i cieszę się, że doszliśmy do porozumienia.

Na co stać drużynę, której będzie pan jednym z filarów?

- W tej chwili ciężko powiedzieć. Dopiero zaczęliśmy treningi i wszystko będzie się z czasem układało. Dużo było zmian i to zarówno w składzie, sztabie szkoleniowym, ale także w klubie, więc potrzebujemy czasu na zgranie. Rewolucja była, ale dwa ostatnie miejsca w poprzednich sezonach odcisnęły swoje piętno. Wierzę, że uda nam się to zmienić i my zawodnicy wraz z trenerami, działaczami i przede wszystkim kibicami, bo to dla nich gramy, zaczniemy pisać nową historię klubu.

Tak jak pan wspomniał, w zespole pojawiło się wielu nowych zawodników, ale pan miał z nimi styczność w poprzednich sezonach, podczas gry w Rzeszowie i w Kielcach...

- Faktycznie, spotykaliśmy się wcześniej z Piotrkiem Łuką w Kielcach czy z Rafałem Buszkiem w Resovii i bardzo miło to wspominam. Podkreślam jednak, że to jest całkiem nowy zespół. To nie jest tak, że przychodzi jeden, czy dwóch zawodników do zgranej grupy. Przed nami stoi zadanie zbudowania drużyny i atmosfery od nowa. Musimy się poznać, a to nie zajmie kilku dni, a zapewne parę tygodni. Do ligi jest jednak daleko, a do najważniejszych rozstrzygnięć jeszcze dalej, więc mamy na to dużo czasu.

Z Krzysztofem Stelmachem, jako trenerem, nie miał pan jeszcze okazji współpracować?

- Graliśmy razem w Bełchatowie na jednym boisku. Sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest nowością zarówno dla mnie, jak i dla niego. Znamy się już ładnych parę lat. Poza salą oczywiście jesteśmy kolegami, ale w szatni z mojej strony jest pełne podporządkowanie i szacunek. Krzysztof jest osobą, która będzie odpowiadała za zespół i zdaję sobie z tego sprawę.

Ostatnia rzecz, chyba najważniejsza. Jak z Pańskim zdrowiem?

- W porządku, dziękuję. Myślałem, że po wakacjach będzie gorzej, ale jest OK [śmiech - red.]. Wszyscy w drużynie są sprawni, zdrowi i chętni do pracy, więc powinno się to przełożyć na odpowiednie przygotowanie do sezonu. Oby to zdrowie dopisywało, a wtedy będzie dobrze.