Kubeł zimnej wody na głowy siatkarzy AZS-u Olsztyn

Porażka siatkarzy Indykpolu AZS z Treflem Gdańsk 0:3, jednych kibiców kompletnie zaskoczyła, inni spodziewali się, że prędzej czy później przydarzy się im słabszy mecz. - Tydzień temu skakaliśmy z radości, teraz nie będziemy płakać - mówi Maciej Dobrowolski, kapitan olsztynian.
Akademicy z Olsztyna, w piątek przegrali swoje drugie spotkanie w sezonie, ale pierwsze w hali Urania. Problemy Indykpolu AZS rozpoczęły się jeszcze przed meczem, kiedy to okazało się, że z powodu kontuzji pleców nie zagra środkowy Matti Oivanen. A jak ważny to zawodnik dla drużyny pokazały wcześniejsze pojedynki w PlusLidze. Reprezentant Finlandii nie tylko dobrze spisywał się pod siatką, ale też imponował serwując piłki często nie do obrony.

W piątek poniżej oczekiwań spisali się wszyscy w olsztyńskim zespole. Brakowało szczelnego bloku, przyjęcie było niedokładne, a zagrywka niczym nie przypominała tej, którą prezentowali w poprzednich występach. Kiedy do tego dodać, że dwie "armaty" Indykpolu AZS, czyli Grzegorz Szymański i Rafał Buszek byli cieniami samych siebie (zdobyli odpowiednio 9 i 3 punkty), to zwycięstwo gdańszczan nie powinno dziwić.

- Nie funkcjonowało u nas wiele elementów - przyznaje Krzysztof Stelmach, trener Indykpol AZS. - Potrafimy zagrywać, ale tym razem to u nas nie zadziałało. Źle graliśmy też w bloku i byliśmy nieskuteczni w ataku.

Szkoleniowiec nie ukrywa, że porażka przed własną publicznością boli, ale jest jednocześnie dodatkową motywacją do cięższej pracy. - Rywale wylali nam na głowy kubeł zimnej wody - podkreśla Stelmach. - Następny mecz gramy w Częstochowie i już od poniedziałku zaczynamy przygotowania.

W zupełnie innych nastrojach byli siatkarze Lotosu Trefla Gdańsk, który w tym sezonie, jak dotąd spisywali się poniżej oczekiwań. - Przyjechaliśmy na teren lidera, który nie jest łatwy - mówi Grzegorz Łomacz, rozgrywający ekipy z Trójmiasta, który w piątek otrzymał statuetkę MVP. - Spodziewaliśmy się trudnego spotkania i tak też było. To jednak my narzuciliśmy gospodarzom swój styl gry.

Pojedynek w Uranii było szczególny dla trenera gdańszczan Radosława Panasa, który jeszcze w zeszłym sezonie pracował w Olsztynie.

- Zagraliśmy agresywnie i byliśmy skoncentrowani na boisku - zaznacza szkoleniowiec Lotosu Trefl. - Muszę tylko znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego raz przegrywamy w trzech setach u siebie z rywalem teoretycznie słabszym, a następnie wygrywamy 3:0 na wyjeździe z faworytem.

Czy porażka z gdańszczanami to zatem rzeczywiście wielka niespodzianka? Przed sezonem taki wynik nikogo by raczej nie zdziwił. To zespół z Trójmiasta ma w tych rozgrywkach namieszać w planach najsilniejszym klubom. Nie zapominajmy o Jakubie Jaroszu (w piątek zdobył 15 punktów), którego przejście do Trefla było przecież jednym z największych hitów transferowych. Indykpol AZS, to wciąż drużyna, której celem jest awans do rundy play-off, a nie walka o medale. Fakt, że po sześciu kolejkach na koncie mają cztery zwycięstwa i 12 "oczek" bez wątpienia zasługuje na uznanie.

- Jeśli chodzi o pozycję lidera, to faktycznie byliśmy nim przez chwilę - mówi Maciej Dobrowolski, kapitan Indykpolu AZS. - Myślę, że od teraz już nie będzie pompowania balonika. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że mecz z Gdańskiem będzie trudny, a ponieważ nie zagrały nam dwa elementy - zagrywka i obrona, to przegraliśmy.

I dodaje: - Będziemy walczyć o kolejne punkty do tabeli. Jest nam przykro, ale tak samo jak w zeszłym tygodniu nie skakaliśmy do góry z radości [pokonali na wyjeździe Effectora Kielce 3:1 - red.], tak teraz nie będziemy płakać.

Tymczasem już 23 listopada akademicy z Olsztyna zmierzą się na wyjeździe z AZS-em Częstochowa.

Indykpol AZS Olsztyn - Lotos Trefl Gdańsk 0:3

Sety: 22:25, 18:25, 20:25.

Indykpol AZS: Dobrowolski, Buszek, Sobala, Szymański, Łuka, Hain, Żurek (libero) oraz Łukasik, Bengolea, Krzysiek.

Lotos Trefl: Łomacz, Żaliński, Gawryszewski, Jarosz, Zajder, Wierzbowski, Rusek (libero) oraz Zemlik.

Więcej o siatkarzach Indykpolu AZS czytaj na olsztyn.sport.pl.