Sport.pl

Libero AZS Olsztyn: Dostaliśmy baty od Jastrzębia

- Dostaliśmy baty od Jastrzębia, które grało rewelacyjnie i było poza naszym zasięgiem - mówi o sobotnim meczu Michał Żurek, libero Indykpolu AZS Olsztyn.
Jeszcze nie tak dawno mogli się pochwalić serią pięciu zwycięstw z rzędu. Ale to już przeszłość. Sobotnia porażka z Jastrzębskim Węglem 0:3 (do 14, 13, 17) była dla akademików z Olsztyna trzecim kolejnym meczem bez wygranej.

Rozmowa z Michałem Żurkiem

Bartłomiej Szypowski: Rywale urządzili wam srogi łomot. W hali Urania zagrali fantastyczny mecz, przewyższając was w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła.

Michał Żurek, libero Indykpolu AZS: Zawsze po spotkaniach jestem bardzo krytyczny wobec swojej gry. Po tym meczu także przeanalizuję to, czego zabrakło nam tego dnia, i będę chciał to jak najszybciej poprawić. Cieszę się, że w końcu ktoś zwrócił uwagę na to, jak zagrało Jastrzębie. Nie było tak jak w minioną środę w Bydgoszczy, gdzie zagraliśmy gorzej i przegraliśmy [z Transferem 1:3 - red.]. Tym razem zmierzyliśmy się z Jastrzębiem, które spisało się znakomicie. Tak dobrze przeciwko nam w tym sezonie jeszcze nikt się nie zaprezentował. Do tej pory nikt nie był w stanie zagrać takiej siatkówki. Teraz wiem, dlaczego Jastrzębski Węgiel awansował do Final Four Ligi Mistrzów. Gratuluję im tego. My chcemy jak najszybciej o tej porażce zapomnieć i jak najlepiej przygotować się do kolejnego pojedynku, z Zaksą Kędzierzyn-Koźle.

Trener Krzysztof Stelmach podczas tego meczu dokonywał więcej zmian niż zazwyczaj. To był jakiś test, biorąc pod uwagę zbliżającą się rundę play-off?

- Wydaje mi się, że szkoleniowiec widział, jak bardzo gra nam nie idzie. Z drugiej strony nie mamy Grześka Szymańskiego i Piotra Haina [obaj leczą urazy - red.], bo chcemy, żeby byli w pełni sił na te najważniejsze mecze. To dlatego trener momentami szukał innego ustawienia. Niestety, to przeciwnika nie zaskoczyło.

Czy po tak trudnym spotkaniu łatwo się jest pozbierać?

- Ze swojej strony mogę zapewnić, że zrobię wszystko, aby przygotować się do pojedynku z Zaksą [5 marca w Kędzierzynie - red.]. Dostaliśmy baty od Jastrzębia, które grało rewelacyjnie i było poza naszym zasięgiem. Pokazali, jak gra obecnie jedna z najlepszych drużyn w Polsce.

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla, przyjeżdżając do Olsztyna, mieli za sobą 11 zwycięstw z rzędu. To robiło wrażenie i jak widać, nie zamierzają się oszczędzać w żadnym pojedynku...

- Nie mają jeszcze zapewnionego trzeciego miejsca w tabeli. Gdyby zdarzyła im się jakaś wpadka, wówczas Zaksa [na kolejkę przed końcem rundy zasadniczej traci punkt do JW - red.] niebezpiecznie zbliżyłaby się do nich. Tak grające Jastrzębie nie powinno jednak mieć problemu z utrzymaniem tej pozycji. Życzę im sukcesów w Lidze Mistrzów, natomiast w PlusLidze mam nadzieję, że ich jeszcze spotkamy i zrewanżujemy się za mecz w Uranii.

Sobotni pojedynek przejdzie do historii także z innego powodu. Po 10 minutach od jego zakończenia sędziowie uświadomili sobie, że przez pomyłkę spotkanie skończyli przy stanie 24:17 dla Jastrzębia...

- Zwykły błąd sędziów. Generalnie my nie powinniśmy ich oceniać, a tym bardziej krytykować. Widocznie ktoś się po prostu pomylił.

Musieliście wracać na boisko, a ostatnią piłkę rozgrywający Indykpolu AZS wystawił właśnie do pana. Biorąc pod uwagę, że występuje pan na pozycji libero, wyglądało to zabawnie. Zaplanowaliście to przed akcją?

- Nie ma co się oszukiwać, było już po meczu. Niektórzy z chłopaków byli bez butów, inni mieli za sobą pomeczowe rozciąganie i spokojnie oglądali przejazd polskich panczenistek [w tym czasie walczyli o medal w Soczi - red.]. Od ostatniego gwizdka minęło dziesięć minut i dobrze, że po wznowieniu gry żadnemu siatkarzowi nic się nie stało. Jeżeli na tablicy wyników byłoby 24:23 albo chociaż 24:21, to w takiej sytuacji widziałbym sens dogrywania tego do końca. Głupi błąd sędziów, którzy tego nie zauważyli i trzeba było to jak najszybciej skończyć.

Rozmawiał Bartłomiej Szypowski

Więcej o siatkarzach Indykpolu AZS czytaj na olsztyn.sport.pl.

Więcej o: