Środkowy AZS: Porażkę ze Skrą musimy wyrzucić z naszych głów

- Czasami potrafimy zagrać długą wymianę z rywalami i bronimy w sytuacjach wydawałoby się niemożliwych, ale nie radzimy sobie z najłatwiejszymi akcjami - mówi Miłosz Zniszczoł, środkowy Indykpolu AZS Olsztyn.
Zaledwie 1 godzinę i 21 minut potrzebowali mistrzowie Polski, by w środę rozprawić się z siatkarzami Indykpolu AZS. Sety zakończone do 18, 14 i 15 punktów mówią same za siebie. Olsztynianie momentami byli na boisku bezradni i nie mieli pomysłu na zatrzymanie w ataku takich gwiazd Skry Bełchatów jak Mariusz Wlazły, Srecko Lisiniac czy Nicolas Marechal.

Rozmowa z Miłoszem Zniszczołem

Przegrana z mistrzem Polski nie jest niespodzianką, ale wy z gry, jaką pokazaliście w hali Urania, nie możecie być zadowoleni...

Miłosz Zniszczoł, środkowy Indykpolu AZS Olsztyn: I nie jesteśmy. W meczu ze Skrą mieliśmy swoje szanse, ale straciliśmy je przez własne, niewymuszone i głupie, błędy. To już kolejne spotkanie, kiedy przesądzają one o naszej przegranej. Musimy zrobić wszystko, by wyeliminować je jeszcze przed wyjazdem do Rzeszowa.

Czego zabrakło AZS-owi, by powalczyć ze Skrą przynajmniej o jeden punkt do tabeli?

- Można powiedzieć, że wszystkiego po trochu. Bełchatów zaprezentował na tyle mocną zagrywkę [15 asów serwisowych, w tym pięć autorstwa Mariusza Wlazłego - red.], że my nie potrafiliśmy nic innego, jak grać wysoką piłką. Z takim rywalem naprawdę ciężko nawiązać wyrównaną rywalizację.

Podczas pierwszych przerw technicznych i na żądanie trener Krzysztof Stelmach miał wiele uwag co do waszej gry. W ostatnim secie, kiedy przegrywaliście 0:2, wyglądał już na zupełnie zrezygnowanego...

- Na początku staraliśmy się realizować nakreśloną taktykę. Planowaliśmy ostro serwować, by utrudnić życie przeciwnikom. I momentami to się nam udawało, zdobyliśmy kilka asów [dokładnie 6 - red.] i bełchatowianie mieli problemy w przyjęciu. Niestety było tego za mało, by móc myśleć o korzystnym wyniku. Tym bardziej że w środę zagrywka była atutem nie naszym, a mistrzów Polski.

Po pięciu kolejkach na koncie macie cztery porażki i zajmujecie 11. miejsce w PlusLidze. Z taką dyspozycją będzie wam trudno awansować do czołowej ósemki i rundy play-off. Dlaczego wasze wyniki są tak słabe?

- Na przykładzie spotkania ze Skrą było widać, że nawet proste piłki wpadają w nasze boisko. Czasami potrafimy zagrać długą wymianę z rywalami i bronimy w sytuacjach wydawałoby się niemożliwych, ale nie radzimy sobie z najłatwiejszymi akcjami. To trzeba koniecznie zmienić, by zespół mógł iść do przodu. Na treningach cały czas nad tym pracujemy, ale jak widać wciąż nie udaje się nam tego przełożyć na ligowe mecze.

W sobotę czeka was zadanie wcale nie łatwiejsze, bo wyjazdowa konfrontacja z Resovią Rzeszów (godz. 17). Zobaczymy wreszcie grę akademików na poziomie, jakim w zeszłym sezonie zachwycali kibiców?

- Nie mamy innego wyjścia. Przegrana ze Skrą wprawdzie była wkalkulowana, ale musimy wyrzucić ją z naszych głów. Teraz jedziemy do Rzeszowa i najważniejsze, żebyśmy po meczu byli usatysfakcjonowani z gry, jaką tam zaprezentujemy. Jestem przekonany, że jeśli sami nastawimy się pozytywnie, damy z siebie wszystko, to tak będzie.

Więcej o siatkarzach Indykpolu AZS czytaj na olsztyn.sport.pl.