Holenderski gracz AZS Olsztyn: polska liga jest szalona

- W PlusLidze nawet ekipy teoretycznie słabsze mogą urywać punkty faworytom. Indykpol w przyszłym sezonie też będzie to robił - zapowiada Thomas Koelewijn, nowy środkowy akademików z Olsztyna.
Zawodnik reprezentacji Holandii związał się z olsztyńskim klubem rocznym kontraktem. To trzeci środkowy akademików z Olsztyna obok Miłosza Zniszczoła, Macieja Zajdera, a także trzeci obcokrajowiec pozyskany w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że do drużyny trafili belgijski atakujący Bram van Den Dries (poprzednio Maliye Milli Piyango Ankara) oraz serbski przyjmujący Filip Stoilović (Crvena Zvezda Belgrad). Ponadto trener Andrea Gardini wcześniej do AZS-u sprowadził libero Jakuba Zabłockiego (KPS Siedlce), przyjmującego Marcina Walińskiego oraz rozgrywających Pawła Woickiego (obaj Transfer Bydgoszcz) i Krzysztofa Bieńkowskiego (AZS Politechnika Warszawska).

Rozmowa z Thomasem Koelewijnem

Waldemar Bargiel: Dlaczego zdecydował się pan na dołączenie akurat do olsztyńskiego zespołu?

Thomas Koelewijn, środkowy Indykpolu AZS Olsztyn: Od jakiegoś czasu śledzę rozgrywki PlusLigi i dobrze wiem, na jak wysokim są poziomie. Miałem oferty od innych polskich klubów, ale AZS najbardziej mnie zaciekawił. Gdy zebrałem więcej informacji na temat Olsztyna, dowiedziałem się, że to miasto z bogatą historią i pobyt w nim może być ciekawą przygodą. Do tej pory mieszkałem w większych miastach, które były budowane w nieco bardziej nowoczesnym duchu, takich jak Antwerpia czy Amsterdam. Teraz przyszedł czas na małą odmianę. Rozmawiałem z moimi kolegami z reprezentacji, takimi jak Kay van Dijk [atakujący ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle - red.] oraz Wytze Kooistra [reprezentował Skrę Bełchatów - red.] i słyszałem od nich same dobre opinie o Polsce. Z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie współpracy z trenerem Andreą Gardinim.

AZS Olsztyn to bardzo utytułowany klub, ale w ostatnich latach niestety nie odnosił większych sukcesów. Zamiesza pan pomóc drużynie odbudować jej dawną potęgę?

- Wszystkie kluby, podobnie jak siatkarze, dążą do uzyskiwania jak najlepszych rezultatów. Dowiedziałem się kilku faktów z historii klubu i przeczytałem, że AZS Olsztyn przyjeżdżał na turnieje do Holandii już 30 lat temu. Wielu trenerów z mojego kraju kojarzy tę nazwę, ponieważ klub przed laty był bardzo znany. Słyszałem również, że AZS-owi kibicuje bardzo wielu ludzi. Będzie zatem dla kogo grać i dla kogo osiągać sukcesy. Nie znam jeszcze większości olsztyńskich zawodników, ale już teraz mogę powiedzieć, że ekipy na miarę czołówki PlusLigi w jeden sezon się nie zbuduje.

Andrea Gardini, trener akademików, a w przeszłości wybitny włoski siatkarz, podobnie jak pan grał na pozycji środkowego. To dodatkowe wyróżnienie, że zdecydował się właśnie na ściągnięcie pana?

- To zawsze miłe, gdy ktoś, kto przed laty grał na tej samej pozycji co ty, dobrze ocenia twoje występy. Były holenderski siatkarz Ron Zwerver opowiadał mi, że grał przeciwko Gardiniemu w finale Igrzysk Olimpijskich w Atlancie [w 1996 r. Holandia wygrała 3:2 - red.]. Między tymi reprezentacjami zawsze była rywalizacja, ale wyłącznie ta zdrowa. Nie wątpię, że trener Gardini pomoże mi stać się lepszym siatkarzem.

Która liga pana zdaniem jest mocniejsza? Polska czy francuska?

- Nie grałem jeszcze w Polsce, więc tamtejsze rozgrywki mogę oceniać tylko z perspektywy obserwatora. Uważam jednak, że PlusLiga stoi na wyższym poziomie. Ekipy, które regularnie plasują się w górnej połówce, mają bardzo dobre składy, dzięki czemu co roku można oglądać je w Lidze Mistrzów. Wasze rozgrywki są jednak dość szalone. W PlusLidze nawet ekipy z dołu tabeli mogą urywać punkty faworytom. Indykpol w przyszłym sezonie też będzie to robił.

Przed nowym sezonem olsztyńska ekipa staje się coraz bardziej międzynarodowa. Do Indykpolu dołączyli już przyjmujący z Serbii Filip Stoilović, a także belgijski atakujący Bram van Den Dries. Zna pan któregoś z nich?

- Kojarzę Brama van Den Driesa z meczów międzypaństwowych przeciwko reprezentacji Belgii. Dobrze, że sprowadza się do Olsztyna w tym samym czasie co ja. Dzięki temu będę mógł spędzać czas z kimś, kto mówi w tym samym języku. Pomoże mi to na pewno w adaptacji do życia w nowym kraju. Mam nadzieję, że w nowej drużynie będą mówili po angielsku (uśmiech). Oprócz niego znam jeszcze niemiecki, francuski oraz holenderski, ale niestety polskiego nie.

Pana poprzednim klubem był francuski Arago de Sete Volley-Ball. Rundę zasadniczą zakończyliście na wysokim, piątym miejscu w tabeli. W ćwierćfinałach play-off przegraliście jednak dwumecz z Tours Volley-Ball 1:3, 0:3. Wasi pogromcy później sięgnęli po mistrzostwo Francji.

- Forma Tours w poprzednim sezonie zmieniała się kilkakrotnie. Rozpoczęli rozgrywki nie najlepiej. W fazie zasadniczej nawet pokonaliśmy ich dwa razy. W miarę upływu czasu prezentowali się jednak coraz lepiej. Duże wrażenie zrobił na mnie zwłaszcza ich przyjmujący Oleg Antonow. I niestety w play-offach okazali się dla nas nie do przejścia. Myślę jednak, że porażka z Tours nie jest czymś, czego trzeba się wstydzić.

Więcej o siatkarzach Indykpolu AZS czytaj na olsztyn.sport.pl.