Sport.pl

Trener Stomilu: "Mecz Polska - Anglia to mały skandal"

- Za moich czasów rozegrałem kilka meczów, które z powodu warunków pogodowych w ogóle nie powinny się odbyć. Wtedy narażaliśmy swoje zdrowie - mówi były piłkarz reprezentacji Polski, a obecnie szkoleniowiec Stomilu Olsztyn Zbigniew Kaczmarek
Rozmowa ze Zbigniewem Kaczmarkiem

Michał Koronowski: Przed laty jako piłkarz reprezentacji Polski (1985-91) i takich drużyn jak Auxerre, Guingamp czy Ajaccio miał pan okazję grać na boiskach całego świata. Jak pan ocenia wydarzenia na Stadionie Narodowym?

Zbigniew Kaczmarek, trener Stomilu Olsztyn: Uważam to za mały skandal. Skoro mamy nowoczesny stadion, przygotowany do podejmowania różnych wyzwań pogodowych i nie potrafimy odpowiednio przygotować płyty boiska, to jest delikatnie mówiąc dziwne. Nie chce mi się wierzyć, że o wszystkim decydował delegat UEFA. Moim zdaniem organizatorzy meczu zlekceważyli prognozę pogody. Najbardziej szkoda mi kibiców, bo przypuszczam, że większość z nich, by zobaczyć to spotkanie, przejechało po 200-300 km. Nie wspominam nawet o angielskich fanach, którzy specjalnie przylecieli do Polski.

Pana znajomych z pewnością też nie zabrakło we wtorek na trybunach w Warszawie...

- Bodajże siedmiu moich piłkarzy [z pierwszoligowego Stomilu - red.] wybrało się na ten pojedynek. W środę nawet prosili mnie, bym zwolnił ich z treningu, bo ponownie chcieli udać się do Warszawy. Na to się jednak nie zgodziłem. Niestety moi podopieczni nie mogą drugi raz tam pojechać, ponieważ formę najczęściej traci się właśnie w podróży. Nie można jeździć w tę i z powrotem i w ciągu dwóch dni pokonać 1 tys. km. Wiem, że mają do mnie trochę żalu. Myślę jednak, że otrzymają rekompensatę za zakupione bilety, choć nie wiem dokładnie, jak będzie to wyglądało. Ci, którzy we wtorek byli na Stadionie Narodowym, są strasznie zawiedzeni. Jak opowiadali, poza stadionem też działy się cyrki. Ja tego nie widziałem, ale podkreślają, że było zbyt mało osób odpowiedzialnych za obsługę tego obiektu.

Jak grząska i nasiąknięta musi być murawa, by rozegranie na niej meczu nie było możliwe? Stomil jeszcze w ubiegłym sezonie, w drugiej lidze też często musiał grać w warunkach dalekich od idealnych.

- Nie może być tak, że zawodnik ma problemy z utrzymaniem równowagi na nawierzchni. Do obuwia piłkarskiego dostosowuje się odpowiednie kołki, których szerokość określają przepisy. Kiedy piłkarz nie ma przyczepności z podłożem, to wystarczy poślizgnięcie, a można naderwać różne mięśnie. Dlatego decyzję o nierozegraniu we wtorek spotkania uważam za jak najbardziej słuszną. Inna rzecz, że piłka nie odbijała się nawet naturalnie od murawy, tylko stawała w wodzie.

Czy pan w swojej karierze piłkarskiej pamięta, by spotkanie było rozgrywane na tak mokrym boisku?

- Było wiele pojedynków, kiedy warunki nie sprzyjały. Wielokrotnie graliśmy na śniegu, ale w tamtych czasach to nie było nic nadzwyczajnego. Niektóre w ogóle nie powinny się odbyć, bo narażaliśmy swoje zdrowie. W przypadku przełożonego meczu w Warszawie mówi się wiele o drenażu płyty boiska. Na tak nowoczesnym stadionie system odprowadzania wody pozostawia wiele do życzenia. Pamiętam, jak kiedyś byliśmy w piłkarskim ośrodku w Holandii, gdzie wszystkie boiska treningowe były tak zbudowane, że woda spływała poza murawę. Obserwowaliśmy to wtedy z dużym zaciekawieniem.

Pana zdaniem na całym zamieszaniu ucierpi tylko wizerunek polskiej piłki czy także poziom środowego pojedynku z Anglią (godz. 17)?

- Rzeczywiście chłopcy byli przygotowywani na ten dany dzień. To może mieć przełożenie na grę, bo trenerzy cały plan przygotowań podporządkowali wtorkowemu spotkaniu. Budowano przecież koncentrację na mecz, potem nieoczekiwanie nadeszło rozprężenie z powodu jego przełożenia, a za chwilę później znów muszą być gotowi do gry. Mnie też zastanawia, jak to się odbije na psychice naszych zawodników, bo Anglicy nie będą mieli z tym problemów.

Rozmawiał Michał Koronowski

Więcej o: