Trener ŁKS dobrze zna Stomil. Mieszka 500m od stadionu

Dla Piotra Zajączkowskiego, obecnego trenera ŁKS, sobotni pojedynek w Olsztynie będzie sentymentalną podróżą. Nie ukrywa, że ta wyprawa to dla niego ogromne przeżycie. - Wszystko dlatego, że na stałe mieszkam zaledwie 500 m od stadionu Stomilu - wyjaśnia.
47-letni szkoleniowiec urodził się w Ornecie, ale największe sukcesy sportowe odnosił, będąc właśnie zawodnikiem olsztyńskiego klubu. Po występach w Jagiellonii Białystok trafił do Stomilu, w którym był współautorem historycznego awansu do ekstraklasy.

Na pojedynki przychodziło wtedy po 15-20 tys. widzów. - Wystąpiłem w pierwszym zwycięskim meczu z Hutnikiem Kraków, w którym gole zdobywali Sylwek Czereszewski i Cezary Baca - wspomina. W swojej karierze Zajączkowski zaliczył też występy przeciwko ŁKS. W maju 1995 roku na stadionie przy al. Unii był bezbramkowy remis, a pięć lat później w Olsztynie gospodarze wygrali 1:0. Gola zdobył wówczas Paweł Holc. - Pamiętam, że w ostatniej minucie wybiłem głową piłkę z linii bramkowej i tym samym uratowałem wygraną - wspomina.

Co jeszcze zapamiętał? - Najbardziej bodaj pojedynki z Markiem Saganowskim, który wtedy grał po mojej stronie boiska - mówi.

Była też szansa na trzeci występ, ale w rundzie jesiennej 1999 roku na rozgrzewce Zajączkowski nabawił się kontuzji i spotkanie oglądał z ławki rezerwowych. - Mogliśmy wtedy nawet wygrać, ale Marcin Szulik nie wykorzystał rzutu karnego - opowiada.

Dotychczas ŁKS i Stomil rozegrały między sobą 15 spotkań. Pięć wygrali olsztynianie, cztery razy był remis, a sześć spotkań zakończyło się zwycięstwem łodzian. Jak będzie teraz? - Dochodzą mnie słuchy, że o ŁKS zaczęto mówić, że już jest trupem. Dlatego bardzo liczę na to, że w Olsztynie odgarną śnieg z boiska i mecz się odbędzie, a my zdobędziemy trzy punkty i udowodnimy, że jeszcze żyjemy - dodaje Zajączkowski.

Więcej o: