Boniek w Olsztynie. Od piłkarza Zawiszy do prezesa PZPN

W piątek do Olsztyna zawitają prezes PZPN Zbigniew Boniek oraz Szef Departamentu ds. Mediów i Komunikacji w PZPN Janusz Basałaj. Młodsi kibice mogą nie pamiętać, że przed laty sam był piłkarzem światowego formatu, a biły się o niego najlepsze kluby w Europie.
Obaj panowie przyjadą na zaproszenie prezesa pierwszoligowego Stomilu oraz prezesa Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej. - Będziemy starali się pokazać, że mimo iż jesteśmy biednym regionem, to cały czas rozwijamy się piłkarsko, np. szkoląc młodzież - mówił Jacek Czałpiński, prezes Stomilu. - Co więcej, zależało mi na tym spotkaniu w kontekście wymogów licencyjnych [OKS gra w I lidze na licencji przyznanej warunkowo - red.].

Górski go nie chciał...

Z tej okazji warto więc przybliżyć sylwetkę obecnie najważniejszego człowieka w PZPN. Pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu stawiał w rodzinnym mieście, reprezentując barwy Zawiszy Bydgoszcz. Nie zagościł tam długo, bo już w wieku 19 lat przeniósł się do beniaminka najwyższej klasy rozgrywkowej, Widzewa Łódź.

To był przełomowy moment w karierze perspektywicznego piłkarza. Podczas swojego debiutanckiego sezonu w 27 występach zanotował aż siedem bramek, co od razu zwróciło uwagę ówczesnego szkoleniowca reprezentacji Polski - Kazimierza Górskiego. Znakomity trener nie wahał się długo i pozwolił 20-letniemu "Zibiemu" zadebiutować w koszulce z orzełkiem na piersi. Mimo tak szybko rozbudzonego apetytu na grę w ważnych spotkaniach młody zawodnik przekonał się, jakim brutalnym sportem może być piłka nożna. Górski nie zdecydował się powołać piłkarza na Igrzyska Olimpijskie w Montrealu, na których Polacy zdobyli srebrny medal.

Pierwsze tak duże rozczarowanie w karierze tylko zmobilizowało Bońka do jeszcze cięższej pracy. W ciągu siedmiu lat spędzonych w Łodzi zdobył dla Widzewa 50 goli. W tym czasie stał się także ważnym ogniwem reprezentacji prowadzonej najpierw przez Jacka Gmocha, a potem Antoniego Piechniczka. To pod wodzą tego drugiego osiągnął jeden z największych swoich sukcesów. Boniek pojechał na swoje drugie mistrzostwa świata, które odbyły się w 1982 roku w Hiszpanii. Polska kadra zajęła wówczas świetne trzecie miejsce, a Bońka wybrano do najlepszej jedenastki turnieju.

Transferowe zamieszanie

Świetna gra w Widzewie i reprezentacji sprawiła, że "Murzynowi" (bo tak nazywano Bońka) zaczęły się przyglądać największe

europejskie kluby na czele z Manchesterem United, Juventusem Turyn i AS Romą. Kiedy miał 22 lata, zgłosiły się po niego dwa klubu z Manchesteru. Odpowiedź Bońka była jednak zdecydowana. W City grać nie chciał, ponieważ w tamtych czasach nie była to drużyna lepsza od Widzewa Łódź. Zdecydowanie bliżej było mu do Manchesteru United, gdzie na zaproszenie klubu pojechał z żoną. Ostatecznie do transferu jednak nie doszło. - Pół Anglii o mnie pytało, nie podniecało mnie to - relacjonował w książce "Wielki Widzew" Zbigniew Boniek.

Decydująca batalia o jego pozyskanie rozegrała się w 1982 roku pomiędzy Juventusem a Romą. Dla włodarzy z Widzewa zdecydowanie korzystniejsza była oferta "Starej Damy", która oferowała aż 1,8 mln dolarów. Suma robiła jeszcze większe wrażenie, biorąc pod uwagę, że tego samego roku Diego Maradona został kupiony przez FC Barcelonę za ok. 3 mln dolarów. Gdy Boniek był już jedną nogą w Turynie, nagle zmienił zdanie i zapragnął grać w Rzymie. Jak się później okazało, było to tylko zagranie mające na celu uzyskanie jeszcze korzystniejszego kontraktu. Juventus w końcu się ugiął i tak o to Polak dołączył do drużyny, w której grał m.in. obecny prezes UEFA, Michel Platini.

Bogate życie po karierze

Karierę sportową zakończył w wieku 32 lat i od razu zaczął uczęszczać do włoskiej szkoły trenerskiej. Dzięki swojej znakomitej reputacji bardzo szybko dostał ofertę prowadzenie zespołu Serie A, US Lecce. Niestety pod jego wodzą klub nie utrzymał się w lidze i spadł do Serie B. Identyczna sytuacja miała miejsce podczas jego przygody z AS Barii. Od tego momentu notowania Bońka spadły i mógł liczyć na zatrudnienie jedynie w klubach z niższych klas rozgrywkowych, gdzie również się nie sprawdził.

Ostatnią jak do tej pory próbą na trenerskim fotelu było objęcie posady selekcjonera reprezentacji Polski w 2002 roku. Z pracy zrezygnował jednak już po pięciu meczach, będąc mocno krytykowanym m.in. przez kibiców.

W między czasie działał w PZPN, co jeszcze w 2002 roku, za kadencji Michała Listkiewicza zaowocowało posadą wiceprezesa. Na tym Boniek nie zamierzał poprzestać i sześć lat później wystartował na stanowisko prezesa. Bez powodzenia, bo musiał uznać wyższość Grzegorza Laty. Idąc za powiedzeniem, "Kto nie próbuje, ten nie wygrywa" po jego kadencji spróbował raz jeszcze i w 2012 roku, już w II turze głosowania pokonał wszystkich konkurentów.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.