Pomocnik Stomilu po meczu z Wisłą: Mamy do siebie żal

- Mamy do siebie żal, tym bardziej że to już końcówka sezonu. Powinniśmy zdobywać punkty na własnym stadionie - mówi Łukasz Jegliński, pomocnik Stomilu. Olsztynianie znów przegrali, tym razem przed własną publicznością z Wisłą Płock 1:2.
Do 86. minuty piłkarze Stomilu remisowali u siebie z Wisłą Płock 1:1, a mimo to na koniec boisko opuszczali jako pokonani (relację czytaj tu "Przegrali w świetle kamer"). Sobotnia porażka skomplikowała i tak niełatwą już sytuację drużyny. Na sześć kolejek przed końcem sezonu olsztynianie zajmują 16. miejsce w tabeli, które nie zapewnia utrzymania. Nic więc dziwnego, że nastroje w zespole nie są najlepsze.

Rozmowa z Łukaszem Jeglińskim

Waldemar Bargiel: Mecz w Olsztynie dostarczył kibicom wielu emocji, ale dla was zakończył się porażką. To już trzecia z rzędu na zapleczu ekstraklasy...

Łukasz Jegliński, pomocnik Stomilu Olsztyn: - Mamy do siebie żal, tym bardziej że to już końcówka sezonu. Powinniśmy zdobywać punkty na własnym stadionie, ale w sobotę to się nam nie udało. Oba zespoły grały bardzo agresywnie. Kluczowe momenty miały miejsce na początku każdej z odsłon, ponieważ w pierwszej połowie straciliśmy bramkę [w 4. minucie trafił Marcin Krzywicki - red.], a w drugiej Arkadiusza Czarneckiego po czerwonej kartce [w 47. otrzymał drugą żółtą - red.]. Jeszcze przed przerwą strzeliliśmy gola i zdołaliśmy odrobić straty. Później jednak bardzo długo graliśmy w osłabieniu i to kosztowało nas sporo sił. Jakby tego było mało, w ostatnich minutach nadzialiśmy się na kontrę, po której padł zwycięski gol dla Wisły.

Kiedy na boisku musieliście sobie radzić w dziesiątkę, straciliście nadzieje na korzystny wynik?

- Zdecydowanie nie. Mecz cały czas trwał i wszystko mogło się zdarzyć. Wiedzieliśmy, że będziemy skazani na długą grę w obronie, ale myśleliśmy, że damy radę konstruować groźne kontrataki.

W 69. minucie, kiedy za zagranie ręką czerwoną kartkę otrzymał Paweł Magdoń z Wisły, siły się wyrównały...

- Wtedy w nas wstąpiły nowe siły. Zaangażowanie było bardzo duże z obu stron. Nam jednak zabrakło jakości pod bramką przeciwnika. Co więcej, przyjezdnym bardzo pomógł bramkarz Seweryn Kiełpin, który wielokrotnie skutecznie interweniował.

Czego zatem zabrakło Stomilowi do zwycięstwa?

- Piłkarze z Płocka nie zrobili niczego, czego nie mogliśmy się spodziewać. Pojedynek był wyrównany, a obie drużyny prezentowały praktycznie taki sam poziom umiejętności. Przegraliśmy, bo popełniliśmy więcej błędów indywidualnych i mieliśmy mniej szczęścia.

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.