Stomil wreszcie wygrał mecz. Decydował rzut karny

Piłkarze Stomilu Olsztyn odnieśli swoje pierwsze ligowe zwycięstwo w sezonie. Na wyjeździe pokonali Bytovię Bytów 1:0, a bramkę na wagę trzech punktów zdobył Paweł Głowacki.
Niedzielny mecz oba zespoły rozpoczęły spokojnie i zachowawczo. Pierwszą groźną okazję bramkową po pięciu minutach gry mieli zawodnicy Stomilu. Do dośrodkowania z rzutu rożnego dobrze złożył się Roman Machulenko, ale piłka po jego uderzeniu trafiła w boczną siatkę bramki strzeżonej przez Tomasza Laskowskiego. - Chcieliśmy jak najszybciej zapomnieć o środowej porażce z Okocimskim KS Brzesko w Pucharze Polski [1:2 - red.] - mówi dla olsztyn.sport.pl Mirosław Jabłoński, szkoleniowiec OKS. - Tamtem mecz miał inny cel. A było nim sprawdzenie formy zawodników przed spotkaniem z Bytovią.

Zarówno gospodarze, jak i goście byli nastawieni na twardą grę, często na pograniczu faulu. W miarę upływu czasu spotkanie nabierało coraz większego tempa. Podopieczni trenera Pawła Janasa mogli otworzyć wynik po rzucie wolnym. Mariusz Kryszak dograł futbolówkę z prawego skrzydła, ale żaden z jego kolegów nie zdołał w porę dojść do podania. Zaledwie dwie minuty później ładną dwójkową akcją odpowiedzieli gracze z Olsztyna. Młodszy z braci Głowackich, Piotr uwolnił się spod opieki obrońcy Bytovii, wbiegł w pole karne i zgrał piłkę do Piotra Darmochwała, który jednak uderzył nieczysto. - Początkowo oddaliśmy trochę pola rywalom, ponieważ chcieliśmy zobaczyć, na co tak naprawdę ich stać - podkreśla Jabłoński. - Stworzyli sobie optyczną przewagę, ale na tym się skończyło. Nie mieli żadnej stuprocentowej sytuacji.

Trzeba przyznać, że w pierwszej połowie defensywa OKS-u spisywała się wzorowo. W 15. minucie obrońcy skutecznie zastopowali atak Kamila Juraszka, a niedługo po tym Tomasz Wełna umiejętnie wybił piłkę spod nóg napastnika Bytovii Janusza Surdykowskiego. - Już przed meczem założyliśmy, że w obronie zagramy twardo i agresywnie - zaznacza Piotr Głowacki, pomocnik Stomilu. - Dzięki temu mogliśmy być spokojni o asekurację na tyłach i konstruowaliśmy akcje ofensywne.

Po pół godzinie rywalizacji Pomorzanie mogli wstrząsnąć drużyną przyjezdnych. W ciągu pięciu minut mieli aż trzy szanse by trafić do siatki Stomilu. W pierwszej z nich Adrian Wróblewski dośrodkował w pole karne, ale futbolówkę na aut wybił Roman Machulenko. W kolejnej ten sam zawodnik próbował strzału na bramkę, ale Piotr Skiba popisał się udaną interwencją. Zaledwie 180 sekund później bramkarz Stomilu obronił równie groźne uderzenie Surdykowskiego. - Nie realizowaliśmy w pełni naszych założeń taktycznych - przyznaje Jabłoński. - W pierwszej połowie mieliśmy dążyć do kontr, ale żadna nam nie wyszła. Musieliśmy postawić na ofensywę.

Ostatnie słowo przed przerwą należało jednak do piłkarzy Mirosława Jabłońskiego. Co ciekawe, w roli głównej znów wystąpił duet Piotr Darmochwał - Piotr Głowacki. Pierwszy z nich zgrał piłkę w pole karne, a drugi w znany tylko sobie sposób przestrzelił z odległości pięciu metrów. - Obaj spisywali się doskonale - nie ukrywa trener OKS-u. - Piotrek Darmochwał grał jako wysunięty napastnik i wykonał kawał dobrej roboty.

Początek drugiej odsłony meczu to klasyczna wymiana ciosów z obu stron. Kibice Stomilu w 59. minucie wstrzymali oddech, kiedy to Michał Jakóbowski oddał groźny strzał, a Piotr Skiba najwyższym trudem uratował zespół przed utratą gola.

W 73. minucie na murawę wszedł ukraiński napastnik biało-niebieskich Władimir Koval, którego transfer został potwierdzony zaledwie kilka dni temu. Jak się później okazało, zawodnik ten miał niemały wpływ na losy niedzielnego spotkania.

Cztery minuty po jego wejściu na plac gry został sfaulowany w polu karnym przez bramkarza Bytovii. Sędzia Jarosław Rynkiewicz nie miał najmniejszych wątpliwości i podyktował dla OKS "jedenastkę", którą pewnym strzałem na gola zamienił Paweł Głowacki. - Władimir zrobił to, co powinien - wyjaśnia Mirosław Jabłoński. - Przyjął piłkę i wbiegł z nią w pole karne. Gdyby nie faul na nim, to miałby duże szanse na zdobycie bramki.

Od tego momentu gospodarze rzucili się do rozpaczliwych ataków, licząc na szybkie odrobienie strat. Ich plany spełzły jednak na niczym, a duży w tym udział miał dobrze dysponowany Piotr Skiba. Jak się potem okazało wynik nie uległ już zmianie, a tym samym Stomil po dwóch wcześniejszych remisach w lidze (z Wigrami 1:1, GKS-em Tychy 2:2) odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. - Na wynik w dużej mierze wpłynęli gracze, którzy weszli z ławki - kończy Mirosław Jabłoński. - Irakli obsługiwał kolegów dobrymi podaniami, a Władimir sprowokował sytuację, po której padła decydująca bramka.

W następnej kolejce na zapleczu ekstraklasy biało-niebiescy podejmą przed własną publicznością ekipę Arki Gdynia. Mecz odbędzie się w najbliższą sobotę.

Bytovia Bytów - Stomil Olsztyn 0:1 (0:0)

Bramka: Paweł Głowacki 77.(k).

Bytovia: Laskowski - Bąk Ż, Jakóbowski, Juraszek, Kryszak, Chojnacki Ż (30. Wojach), Mandrysz, Michalski (46. Hirsz), Surdykowski, Wróblewski, Wilczyński Ż (71. Mąka).

Stomil: Skiba - Bucholc, Bierezowski, Wełnicki, Wełna, Symonowicz, Darmochwał (73. Koval), Piotr Głowacki (54. Meskhia), Paweł Głowacki Ż, Jegliński, Machulenko.

Wyniki 3. kolejki

- sobota: Sandecja Nowy Sącz - Widzew Łódź 2:0 (Grzeszczyk 8, 62), Dolcan Ząbki - Miedź Legnica 2:0 (Piesio 45, 90), GKS Tychy - Arka Gdynia 1:2 (Kowalczyk 60 - Ława 48, Łukasiewicz 88), Olimpia Grudziądz - Flota Świnoujście 0:2 (Niewiada 22, Lisowski 40), Pogoń Siedlce - Wigry Suwałki 0:0, Chrobry Głogów - Chojniczanka Chojnice 1:2 (Michalec 63 - Pietruszka 22, Chyła 43); - niedziela: Bytovia Bytów - Stomil Olsztyn 0:1 (Paweł Głowacki 77(k)), Zagłębie Lubin - Wisła Płock 1:3 (Papadopulos 15 - Janus 47(k), Radić 72, Kacprzycki 83), GKS Katowice - Termalica Bruk-Bet Nieciecza (mecz zakończony po zamknięciu tego wydania Gazety Wyborczej Olsztyn).

Więcej o meczu Stomilu wkrótce na olsztyn.sport.pl.