Piłkarz Arki Gdynia: Passa Stomilu jest imponująca

- Stomil w zeszłym sezonie był niepokonany w sześciu ostatnich meczach na zapleczu ekstraklasy. W obecnym za sobą mamy już trzy kolejki, a olsztynianie ani razu nie przegrali - mówi Marcin Warcholak, do niedawna obrońca OKS-u, teraz piłkarz Arki Gdynia.
Tego lata zarówno Warcholak, jak i pomocnik Grzegorz Lech zmienili barwy klubowe i przeszli ze Stomilu do Arki Gdynia. Ich transfery zostały odebrane przez olsztyńskich kibiców jako poważne osłabienie zespołu. Pierwszy z nich był bowiem skutecznym i ofensywnie usposobionym obrońcą. Z kolei drugi zdobył dla biało-niebieskich aż dziewięć bramek i kierował grą OKS-u.

W najbliższej kolejce na zapleczu ekstraklasy obaj wrócą do stolicy Warmii i Mazur, lecz tym razem po to, by pokonać miejscową drużynę. W sobotę na stadionie przy al. Piłsudskiego Stomil podejmie Arkę (początek o godz. 14.45).

Rozmowa z Marcinem Warcholakiem

Waldemar Bargiel: Pana występ w sobotnim spotkaniu w Olsztynie doda smaku rywalizacji na boisku...

Marcin Warcholak, obrońca Arki Gdynia: - Fajnie byłoby zmierzyć się z Pawłem Łukasikiem. Z tego, co wiem, to obecnie jest kontuzjowany [napastnik OKS-u ma uraz mięśni brzucha - red.] i to, czy zagra, nie jest pewne. Przy okazji meczu z pewnością porozmawiam z zawodnikami Stomilu, ponieważ cały czas pozostaję z nimi w stałym kontakcie. Na boisku nie będzie jednak sentymentów, ponieważ każdy z nas walczy o zdobycie trzech punktów dla swojego zespołu.

Dla pana oraz dla Grzegorza Lecha będzie to szczególny mecz. Czy w takich sytuacjach piłkarze odczuwają dodatkowe emocje?

- Serce na pewno mocniej zabije. Nie byłem zawodnikiem Stomilu tak długo jak Grzesiek Lech [łącznie dziesięć sezonów - red.], ale zdążyłem zżyć się z tym klubem. Dobrze się tam czułem i teraz mam nadzieję na ciekawy mecz.

Arka Gdynia jest obecnie w podobnej formie co Stomil. Sezon rozpoczęliście od dwóch remisów (z Dolcanem Ząbki 0:0 i Sandecją Nowy Sącz 1:1). W trzeciej kolejce się przełamaliście, pokonując na wyjeździe GKS Tychy 2:1.

- Na początku rozgrywek remisowaliśmy z ekipami z wysokiej półki, które były świetnie przygotowane do sezonu. To, że zarówno Dolcan, jak i Sandecja postawiły nam twarde warunki, wcale nie było przypadkowe. Z kolei nasza wygrana z GKS-em w Jaworznie i tak była najniższym wymiarem kary. Przed startem sezonu do Arki dołączyło aż 14 nowych zawodników, więc potrzebujemy czasu na poznanie się i na zgranie. Jeśli chodzi o Stomil, to jestem na bieżąco z wynikami tej drużyny. Grałem w Olsztynie tylko w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, ale czułem się tam bardzo dobrze. Stomil w zeszłym sezonie był niepokonany w sześciu ostatnich meczach na zapleczu ekstraklasy. W obecnym za sobą mamy już trzy kolejki, a olsztynianie ani razu nie przegrali. Passa dziewięciu spotkań bez porażki to coś, czego można pozazdrościć.

Z pomeczowych analiz spotkania Arki z GKS-em wynika, że Antoni Łukasiewicz zdobył bramkę na 2:1 po pańskim wyrzucie z autu. W Stomilu również był pan znany z dalekich wyrzutów z linii bocznej boiska.

- Ta sytuacja została opisana trochę nieadekwatnie do prawdy. Po moim rzucie piłkę przejął Paweł Wojowski i od razu odegrał ją do mnie. Ja z kolei dośrodkowałem ją w pole karne. Do mojego podania doszedł Łukasiewicz, który pokonał bramkarza GKS. Cieszę się, że w dużym stopniu przyczyniłem się do zdobycia bramki. Wcześniej tyszanie wyrównali stan meczu po moim ewidentnym błędzie, więc bardzo chciałem się zrehabilitować. Nie chciałem wracać do Gdyni ze świadomością, że przeze mnie nie zdobyliśmy trzech punktów.

W Stomilu dał się pan poznać jako dynamiczny obrońca, który często podłączał się pod akcje ofensywne. Podobnie jest w Gdyni?

- Oczywistym jest, że każdy zawodnik ma swoje atuty i stara się zrobić z nich jak najlepszy użytek. W Arce robię to trochę rzadziej niż w Stomilu. Wynika to z planu taktycznego trenera Dariusza Dźwigały, który wymaga od nas długiego utrzymywania się przy piłce oraz uważnego rozgrywania akcji. Mój styl gry zależy także od tego, z jakim akurat gramy rywalem.

W pana nowym klubie gra doświadczony obrońca Krzysztof Sobieraj. Ma pan zapewne dużo okazji, żeby go podpatrywać i się od niego uczyć.

- Krzysiek jest zawodnikiem, od którego można przejąć sporo elementów taktycznych. Na boisku występujemy obok siebie, więc siłą rzeczy widzę, jak się zachowuje, i staram się grać podobnie do niego. Już teraz czuję, że sporo na tym zyskałem. To jednak niejedyny gracz, którego można naśladować. Sporo uczę się od Grześka Lecha i Antoniego Łukasiewicza, który kiedyś grał m.in. w Górniku Zabrze.

Do kadry Arki dołączył pan kilka tygodni przed Grzegorzem Lechem. Był pan zadowolony, gdy okazało się, że nie jest pan jedynym graczem, który przechodzi z Olsztyna do Gdyni?

- Moje relacje z Grześkiem zawsze były dobre. Kiedy dowiedziałem się, że Arka chce podpisać z nim kontrakt, to bardzo się ucieszyłem. W mojej nowej drużynie nikt jednak nie rozmawiał ze mną o tym, co potrafi Grzesiek. Jego transfer wyniknął z negocjacji na linii klub - zawodnik.

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.