Radość trenera Stomilu w cieniu kontuzji piłkarza

- Byliśmy świadkami meczu, w którym spotkały się najlepsza defensywa oraz najlepszy atak pozycyjny I ligi - mówi Mirosław Jabłoński, trener Stomilu Olsztyn. W sobotę jego podopieczni pokonali u siebie Arkę Gdynia 1:0.
Zaraz po meczu na konferencji prasowej szkoleniowcy obu drużyn podzielili się swoimi spostrzeżeniami. Szkoleniowiec Arki Dariusz Dźwigała wprawdzie pogodził się z porażką w Olsztynie, ale nie ukrywał rozgoryczenia. - Gratuluję trenerowi Jabłońskiemu zwycięstwa - mówił. - W I lidze często jest tak, że zespół, który prowadzi grę, nie zwycięża. Uczulałem swoich zawodników na stałe fragmenty gry, ale i tak straciliśmy bramkę po rzucie rożnym.

Opiekun Arki Gdynia podkreślał, że jego podopieczni mieli przewagę, szczególnie w posiadaniu piłki. - Graliśmy jednak stanowczo za wolno - zauważa Dariusz Dźwigała. - Podań ze skrzydeł także było za mało. Są to główne przyczyny naszej przegranej. Nie mogę mieć pretensji do moich piłkarzy, jeśli chodzi o zaangażowanie. Grali na pełnych obrotach do ostatniego gwizdka i chcieli wygrać mecz.

Dużo lepszy humor - ale trudno się dziwić - miał szkoleniowiec Stomilu Mirosław Jabłoński. - Byliśmy świadkami meczu, w którym spotkały się najlepsza defensywa oraz najlepszy atak pozycyjny I ligi - zwracał uwagę. - Przede wszystkim cieszą nas zdobyte trzy punkty. Przed nami jest jednak dużo pracy. Musimy wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. Teraz możemy się cieszyć, ale niebawem zaczynamy pracę nad naszą skutecznością w ofensywie.

Głównym zmartwieniem trenera OKS jest kontuzja kolana, jakiej nabawił się w sobotę Tomasz Wełnicki. Przypomnijmy: w wyniku starcia z jednym z rywali już w 57. minucie pojedynku musiał opuścić boisko. - Będzie to poważna luka w naszej obronie - nie ukrywał Mirosław Jabłoński. - W poniedziałek Tomek przejdzie badania rezonansem i wtedy dowiemy się, jak będą wyglądały jego dalsze losy.

Więcej o meczu Stomil - Arka Gdynia czytaj na olsztyn.sport.pl.