Wisła zdemolowała Stomil. W obronie bezradność

Piłkarze Stomilu Olsztyn w niedzielę zostali rozbici u siebie przez Wisłę Płock 0:3. - Nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę - uważa Piotr Głowacki, pomocnik gospodarzy.
Przed tym spotkaniem Arkadiusz Czarnecki, obrońca Stomilu, zaznaczał, że Wisła Płock jest drużyną, która potrafi wymóc na rywalach zmianę taktyki. I goście rozpoczęli mecz właśnie z takim zamiarem. W pierwszych sekundach byli aktywniejsi, zdołali wypracować sobie optyczną przewagę. - Skupialiśmy się na rozprowadzaniu akcji i ciągłym przerzucaniu piłki od skrzydła do skrzydła - mówi Piotr Głowacki, pomocnik Stomilu. - Staraliśmy się zmieniać ciężar gry i nie wyglądało to źle w naszym wykonaniu.

Wiślakom jako pierwszym udało się jednak otworzyć wynik meczu. W 34. minucie zrobił to Cezary Stefańczyk. Obrońca gości oddał kapitalny strzał z rzutu wolnego. Piłka wpadła do siatki tuż przy dłoni interweniującego bramkarza Stomilu Piotra Skiby. - Ten gol dał nam trochę luzu i pewności siebie - mówi Fabian Hiszpański, pomocnik Wisły. - Na drugą połowę wyszliśmy z zamiarem strzelenia kolejnej bramki. Wiedzieliśmy, że wówczas będzie się nam łatwiej grało.

Jak się okazało, tego dnia piłkarski celownik Cezarego Stefańczyka był niemalże idealnie wyregulowany. Po godzinie gry defensor gości znów podszedł do rzutu rożnego i po raz kolejny był bliski trafienia do siatki. Uderzona przez niego futbolówka trafiła prosto w poprzeczkę. Gdyby leciała w światło bramki, Piotr Skiba nie miałby szans. - Po raz drugi tego dnia dobrze przymierzył - ocenia Piotr Głowacki. - Nie mieliśmy, niestety, szczęścia, mimo że staraliśmy się grać swoje.

Na kwadrans przed końcowym gwizdkiem płocczanie podwyższyli na 2:0 za sprawą Mikołaja Lebedyńskiego. Napastnik, który wszedł na plac gry dosłownie trzy minuty wcześniej, wykorzystał idealne dogranie ze skrzydła od kolegi z zespołu. Piłka po jego uderzeniu odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w siatce. - To nowy zawodnik w naszej drużynie, ale na treningach ciężko pracuje i strzela bramki - zwraca uwagę Hiszpański. - Pokazał, że potrafi robić to samo w warunkach meczowych. Dobrze przyjął się do zespołu.

Podopieczni trenera Jabłońskiego nie zdążyli jeszcze otrząsnąć się po stracie drugiego gola, a już przegrywali 0:3. Fatalne zachowanie Witalija Berezowskiego w środku pola wykorzystał Fabian Hiszpański. Przejął piłkę, znalazł się w sytuacji sam na sam z Piotrem Skibą i nie dał mu szansy na wyłapanie futbolówki. - Nie miałem wiele czasu na myślenie - wyjaśnia strzelec bramki. - Wolałem nie podawać i samemu spróbować trafić to siatki. Bardzo chciałem wpisać się na listę strzelców.

Po tej bramce gospodarze już się nie podnieśli. Stomil przegrał z Wisłą aż 0:3. Okazji do rehabilitacji olsztynianie mogą szukać w najbliższą sobotę, kiedy to zagrają na wyjeździe z Sandecją Nowy Sącz. - Szkoda, że mecz zakończył się w ten sposób - nie ukrywa Piotr Głowacki. - Mieliśmy swoje okazje bramkowe. Nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę.

Stomil Olsztyn - Wisła Płock 0:3 (0:1)

Bramki: Stefańczyk 34., Lebedyński 74., Hiszpański 77.

Stomil: Skiba - Paweł Głowacki, Berezowskij, Czarnecki Ż, Trzeciakiewicz Ż, Jegliński, Skoba, Machulenko, Piotr Głowacki (60. Darmochwał), Jamróz (75. Kato), Żwir (83. Sobolewski).

Wisła: Kiełpin - Stefańczyk, Sielewski Ż, Magdoń, Stępiński, Kostrzewa, Wlazło Ż (81. Zyska), Janus, Hiszpański (85. Jabłoński), Iliew, Ruszkul (71. Lebedyński).

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.