Będzie zarabiał trzy razy tyle co w Stomilu? "To bzdura"

- Nie ukrywam, że w przyszłości mecze z olsztyńskim zespołem będą dla mnie szczególne - mówi Piotr Darmochwał, jeszcze w rundzie jesiennej gracz Stomilu, teraz pomocnik Wisły Płock. Od nowego roku będzie już reprezentował barwy ligowego rywala OKS.
O tym, że utalentowanego pomocnika chcą mieć u siebie kluby nie tylko z pierwszej ligi, ale nawet z ekstraklasy mówiło się jeszcze przed zakończeniem rundy jesiennej. Jego umiejętnościom przyglądał się m.in. Robert Podoliński, szkoleniowiec Cracovii Kraków, który z trybun obserwował ligowy pojedynek Stomilu z GKS-em Tychy (29 listopada). W gronie zainteresowanych jego pozyskaniem wymieniano także Górnika Łęczna, Termalicę Nieciecza oraz Zagłębie Lubin. Ostatecznie Piotra Darmochwała skusiła oferta Wisły Płock, z którą związał się dwuletnim kontraktem. Zadanie znacząco ułatwił mu fakt, że jego dotychczasowa umowa ze Stomilem wygasała wraz z końcem roku. - Piotrek, obok Wołodymira Kowala, jesienią był naszym najskuteczniejszym strzelcem [obaj zdobyli po sześć bramek - red.] - mówił na początku grudnia Mirosław Jabłoński, szkoleniowiec OKS-u. - To dla nas ogromna strata, ponieważ nasza siła ofensywna bardzo na tym ucierpi.

Rozmowa z Piotrem Darmochwałem

Waldemar Bargiel: Jak został pan przyjęty w nowym klubie?

Piotr Darmochwał, pomocnik Wisły Płock: Jeszcze nie zdążyłem poznać nowych kolegów z drużyny. Podobnie jak Stomil, Wisła wznawia treningi 12 stycznia, więc dopiero wtedy będę mógł opowiedzieć o swoich wrażeniach. Wiem, że będę miał wielu wymagających rywali do walki o miejsce w składzie, takich jak Marcin Krzywicki, Krzysztof Janus czy Mikołaj Lebedyński. Mam nadzieję, że uda mi się podnieść poziom zespołu. Wisła na zapleczu ekstraklasy należy do ekip z czołówki. Obecnie jest wiceliderem tabeli i ma spore szanse na awans.

Jakie drużyny oprócz Wisły Płock składały panu oferty?

- Teraz, kiedy jestem już po transferze, nie chciałbym o tym mówić. Kiedy jeszcze nie było wiadomo, do jakiej drużyny przejdę, dowiedziałem się z mediów, że podobno podpisałem już kontrakt z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza (uśmiech). A co do Wisły, to klub z Płocka interesował się mną już od około pół roku. Koniec końców nie dostałem ani jednej propozycji kontraktu z ekstraklasowym klubem, więc spróbuję trafić do najwyższej klasy rozgrywkowej tylnymi drzwiami.

Co zadecydowało o tym, że ostatecznie nie został pan w Stomilu?

- Myślę, że większe perspektywy rozwoju. Nie od dziś wiadomo, jakie problemy ma klub z Olsztyna. Chodzi mi tutaj m.in. o bazę treningową. Zaznaczam jednak, że bardzo trudno było mi podjąć decyzję o odejściu. W Stomilu była bardzo dobra atmosfera. Czułem się częścią naprawdę zgranej ekipy.

Czy prezes Stomilu Robert Kiłdanowicz faktycznie usilnie namawiał pana na pozostanie w Olsztynie?

- Pierwsze rozmowy na temat przedłużenia mojej umowy mieliśmy prowadzić już we wrześniu. Chciałem jednak zaczekać i dograć do końca rundę jesienną. Zapewniłem przy tym władze klubu, że podczas meczów nie będę odstawiał nogi. Mówiłem, że podejmę decyzję po upływie około dwóch tygodni od rozpoczęcia przerwy zimowej. I tak też się stało.

Nie żal opuszczać drużyny, której był pan tak ważną częścią?

- Oczywiście, że żal. Czas spędzony w Olsztynie będę wspominał bardzo dobrze. Podczas pobytu w Wiśle będę śledził również losy Stomilu. Nie ukrywam, że w przyszłości mecze z olsztyńskim zespołem będą dla mnie szczególne. Z tego, co wiem, to podczas rundy wiosennej zagram ze swoją byłą drużyną w Płocku.

Cały czas podnosi pan swoje umiejętności piłkarskie. Wisła Płock jest na tym etapie kariery wymarzonym klubem?

- Mój transfer do Wisły postrzegam tak, że lepiej zrobić jeden mniejszy krok do przodu i na tym zyskać niż zrobić dwa duże, a potem się cofnąć. Do tej pory moje decyzje odnośnie transferów okazywały się trafione, więc mam nadzieję, że tak samo będzie tym razem. Najbardziej powinniśmy skupić się na walce z Termalicą Nieciecza i Zagłębiem Lubin, które będą najpoważniejszymi konkurentami w walce o awans do ekstraklasy.

Nie bez znaczenia były dla pana lepsze warunki finansowe. Podobno w Wiśle ma pan zarabiać trzy razy więcej niż w Stomilu?

- Muszę to zdementować, ponieważ to bzdura, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Taka pensja w pierwszej lidze jest mało realna. Żeby myśleć o tego typu kwotach, trzeba grać co najmniej w klubie z ekstraklasy.

Ze Stomilu do Wisły w przeszłości przechodzili Paweł Kaczmarek oraz Kamil Hempel. Potem jednak rzadko łapali się do składu. Nie boi się pan, że w tym przypadku może być podobnie?

- W ogóle się tym nie sugeruję. Każdy zawodnik inaczej reaguje na nowe otoczenie i szuka innych sposobów na odnalezienie się w nim. Zdaję sobie sprawę, że początek na pewno nie będzie dla mnie łatwy, ale tak musi być. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej.

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.