Sport.pl

Z Giżycka do Wisły Kraków. A miał być... siatkarzem

19-letni piłkarz Wisły Kraków Piotr Żemło coraz śmielej puka do drzwi ekstraklasy. - Jestem młody i nie mogę się za bardzo wychylać. Nie ?kozaczę?, słucham trenera i daję z siebie maksimum - mówi wychowanek Mamry Giżycko.
Jedyny sportowiec w rodzinie

Urodził się 10 lipca 1995 roku w Giżycku. Jest najmłodszy z czwórki rodzeństwa: ma dwie siostry (19 i 24 lata) oraz 26-letniego brata. Jako jedyny z całej rodziny swoje życie związał ze sportem. Mimo że zawodowo gra w piłkę nożną, to niewiele brakowało, a zostałby... siatkarzem. - Na początku grałem w piłkę nożną. Potem spodobała mi się siatkówka i przerzuciłem się na tę dyscyplinę. Mówili mi, że jestem wysoki, mam dobre warunki [190 cm - red.] i powinienem uprawiać właśnie ten sport.

Zawsze po treningach siatkarzy, na hali w Giżycku, swoje zajęcia rozpoczynali trampkarze Mamry Giżycko. Zostawałem i patrzyłem, jak grają - mówi dla olsztyn.sport.pl Piotr Żemło. - Po pewnym czasie twardo postanowiłem, że to piłka jest ostatecznie tym, co chcę robić najbardziej. Pewnego dnia zapytałem się, czy mogę z nimi pokopać. Ich szkoleniowiec się zgodził i tak już zostało.

Pilnie pracował na treningach, aż w trzeciej klasie gimnazjum stanął przed nie lada wyborem. - Marek Radzewicz, nauczyciel od wychowania fizycznego, a jednocześnie trener w klubie z Giżycka, zaproponował mi pewien układ. Miałem skończyć szkołę z dobrymi ocenami, a wtedy obiecał, że pojedziemy na testy do Wisły Kraków. Ja słowa dotrzymałem, on także i zabrał mnie do stolicy Małopolski. Nie ukrywam, że jako dzieciak obserwowałem ekstraklasę i zawsze podobał mi się klub spod Wawelu - wspomina młody obrońca.

Testy w wymarzonym klubie

W czerwcu 2011 roku blisko 40 chłopców (15-19 lat) przyjechało do Krakowa na kilkudniowe testy i nabór do grup młodzieżowych. Jednym z nich był Piotr Żemło, który przebył 500-kilometrową drogę z Giżycka. Długa podróż się opłaciła, bo zawodnik wyróżniał się na tle pozostałych. Zaledwie miesiąc później dostał telefon z upragnioną informacją "Wisła chce go mieć". Dwuletni kontrakt podpisał w sierpniu 2011 roku, a potem przedłużył go do 30 czerwca 2014 roku.

Zawodnik z Mazur prezentował się tak dobrze, że zamiast do zespołu juniorów trafił od razu do Wisły rywalizującej w Młodej Ekstraklasie. - Akurat juniorzy wyjechali na obóz i dyrektor sportowy klubu, który zajmował się młodzieżą powiedział, że zostanę w Młodej Ekstraklasie [młodzieżowe rozgrywki odbywające się w latach 2007-2013 red.]. Zadebiutowałem praktycznie tydzień po podpisaniu umowy. Trenowałem z nimi pół roku, a następnie przeszedłem z powrotem do juniorów. Tam miałem praktycznie zapewnioną grę w pierwszym składzie, a to było mi bardzo na rękę - podkreśla Żemło.

Mama trzyma kciuki za syna

To, co zastał w Krakowie, przeszło jego najśmielsze marzenia. - Różnica pomiędzy Giżyckiem a Krakowem była kolosalna. W klubie spod Wawelu ćwiczyłem ze starszymi ode mnie chłopakami, którzy mieli lepszą motorykę, technikę i dużo można było się od nich nauczyć. Było widać również inny poziom pod względem szkolenia. Zajęcia były ciekawsze i była na nich większa rywalizacja - opowiada mający 190 cm wzrostu obrońca.

Mimo że Żemło mieszka i gra w Krakowie, cały czas utrzymuje kontakty ze znajomymi z Giżycka. - Głównie z trenerem Markiem Radzewiczem, który przywiózł mnie do Wisły i bardzo mi pomaga. W Mamrach trenowali mnie też Kamil Kajrys i Grzegorz Bierć, których miło wspominam - mówi piłkarz.

Kciuki za karierę młodego chłopaka mocno ściska także jego mama. - Cały czas do mnie dzwoni, mam z nią bardzo dobry kontakt. Dużo mi pomaga i sprawdza, czy niczego nie przeskrobałem - śmieje się obrońca.

- Piotrek zawsze był takim piłkarskim zawadiaką. Trenował u nas ze starszymi od siebie piłkarzami i potrafił odnaleźć się wśród nich. Nie pękał - opowiada Grzegorz Bierć, jeden ze szkoleniowców Mamry Giżycko. - Miałem go pod swoimi skrzydłami przez rok i był to chłopak, któremu nie można było odmówić ambicji oraz zaangażowania. Zawsze po nieudanym zagraniu wściekał się i starał nad danym elementem pracować, tak by go poprawić. Miał też dobrą technikę i fantastyczne warunki fizyczne.

Przed sezonem 2012/2013 trener Michał Probierz włączył Piotrka do kadry pierwszej ekipy Wisły. Nie zagrzał tam jednak miejsca, bo wkrótce po inauguracji ekstraklasy wrócił do zespołu młodzieżowego.

90 minut z poznańskim Lechem

Kiedy drużynę z Krakowa przejął szkoleniowiec Franciszek Smuda, wydawało się, że los się do niego uśmiechnął. Z ekstraklasową Wisłą uczestniczył w przygotowaniach do sezonu 2013/2014. Na debiut czekał jednak do 28 maja 2014 roku i meczu przedostatniej kolejki.

W obecnych rozgrywkach utalentowany piłkarz coraz śmielej przebija się do składu "Białej Gwiazdy". Choć zagrał tylko kilka minut w lidze (przeciwko Górnikowi Łęczna), to już w starciu Pucharu Polski z Lechem Poznań miał 90 minut, by pokazać swoje umiejętności. Szkoleniowiec Smuda widział w nim duży potencjał i na pytanie o talent piłkarza mówił, że "w każdej chwili może wypalić". W okresie przygotowawczym przed rundą jesienną 19-latek grał regularnie, a jego niewątpliwym atutem była uniwersalność na boisku.

- Przepracowałem porządnie obóz, a sparingi w Krakowie i te podczas zgrupowania w Turcji rozpoczynałem od pierwszych minut [pod nieobecność kontuzjowanego Richarda Guzmicsa - red.]. Trener dzięki temu zobaczył, co potrafię, i pozwolił mi się ogrywać na wypadek urazów podstawowych obrońców.

Nie "kozaczy" i daje z siebie maksimum

Niestety, potem Franciszek Smuda nie był skory do dawania szans młodym piłkarzom. Przed rozpoczęciem rundy wiosennej wielu wychowanków krakowskiej drużyny zostało wypożyczonych. Ale nie Piotr Żemło, który cały czas cierpliwie czeka na swoje "pięć minut".

Po zwolnieniu Smudy stery w Wiśle przejął Kazimierz Moskal. - Jestem młody i nie mogę się za bardzo wychylać. Nie "kozaczę", słucham trenera, i daję z siebie maksimum - kończy piłkarz pochodzący z Giżycka.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.

Więcej o: