Gwiazda Termaliki: Stomil to nie tylko Roman Maczułenko

- Olsztynianie kojarzą mi się przede wszystkim z dobrą defensywą, która w tym sezonie zrobiła już kawał dobrej roboty - mówi Emil Drozdowicz, napastnik Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. W niedzielę jego drużyna podejmie u siebie Stomil Olsztyn.
Jeśli podopieczni trenera Mirosława Jabłońskiego chcą wywieźć z Niecieczy chociażby jeden punkt, powinni najpierw skupić się na zneutralizowaniu Emila Drozdowicza. To najlepszy zawodnik Termaliki, który w tym sezonie 11-krotnie wpisywał się na listę strzelców. Na tę chwilę daje mu to trzecie miejsce wśród wszystkich graczy zaplecza ekstraklasy. Stomilowi nie będzie jednak łatwo ten cel osiągnąć. Mimo słabszej formy wyjazdowej piłkarze Piotra Mandrysza w 2015 roku na własnym stadionie nie zaznali jeszcze goryczy porażki. Na domiar złego, olsztynianie pojadą do Małopolski poważnie osłabieni. Na boisko w Niecieczy nie wybiegną m.in. pomocnik Roman Maczułenko (pauzuje za czerwoną kartkę) oraz bramkarz Piotr Skiba (leczy kontuzję kolana).

Rozmowa z Emilem Drozdowiczem

Waldemar Bargiel: Termalika przez prawie całą rundę jesienną była liderem tabeli I ligi. Teraz jednak spadliście na trzecie miejsce. Czy gorsza wiosna w waszym wykonaniu to już tradycja?

Emil Drozdowicz, napastnik Termaliki Bruk-Bet Nieciecza: Nie zgodziłbym się z tą opinią. W ubiegłym roku, kiedy nasz zespół objął trener Piotr Mandrysz [6 stycznia 2014 - red.], byliśmy bardzo blisko strefy spadkowej. Dzięki niemu dźwignęliśmy się z tego kryzysu, a nawet zajęliśmy piąte miejsce w tabeli na koniec sezonu. Ci, którzy mówią, że wiosną gramy gorzej, bo nie chcemy awansować, nie mają racji. Dalej chcemy wygrać ligę i występować w następnym sezonie w ekstraklasie. Jak można nie chcieć osiągnąć takiego celu?

Po przerwie zimowej najwięcej porażek ponosicie na obcych stadionach. Co jest tego przyczyną?

- Trudno powiedzieć, może brak szczęścia? Jesienią na wyjazdach mieliśmy sporo szczęścia. Teraz gramy bardziej niefrasobliwie i rywale to wykorzystują. Szczególnego pecha mieliśmy przeciwko Widzewowi [porażka 1:2 - red.]. Decydująca piłka wpadła do siatki po rykoszecie.

W niedzielę nie wystąpi Roman Maczułenko, który ostatnio jest najbardziej bramkostrzelnym piłkarzem OKS. Ma to dla was znaczenie?

- Stomil to nie tylko Maczułenko. Rywale mają wielu zawodników, których specjalnością są dośrodkowania w pole karne. Z dobrze dogranej piłki każdy zawodnik jest w stanie stworzyć zagrożenie. Olsztynianie kojarzą mi się przede wszystkim z dobrą defensywą, która w tym sezonie zrobiła już kawał dobrej roboty. Nikt by się nie spodziewał, że będzie im szło aż tak dobrze.

Biało-niebiescy będą musieli sobie poradzić bez jeszcze jednego czołowego zawodnika. Mam tu na myśli bramkarza Piotra Skibę, który również nie zagra przeciwko wam. Słyszeliście o tym?

- To dla nas bardzo dobre wieści. Można powiedzieć, że Skiba jest w Stomilu pierwszym, a zarazem ostatnim obrońcą. Bez niego rywale mogą być dużo słabsi, ale wcale nie muszą. To, że w bramce stanie inny zawodnik, nie oznacza, że trafię do siatki więcej razy. W klasyfikacji najlepszych strzelców pierwszej ligi do liderującego Grzegorza Goncerza z GKS-u Katowice brakuje mi pięciu bramek [Drozdowicz 11, Goncerz 16 - red.]. Nie skupiam się jednak na tym, by za wszelką cenę go dogonić. Najważniejsze, by zespół zdobywał kolejne punkty.

28 września zremisowaliście na wyjeździe ze Stomilem 0:0. Jak wspomina pan tamten mecz?

- Pamiętam, że nie mieliśmy zbyt wielu sytuacji bramkowych. I to, że nie udało mi się przesądzić o losach spotkania, bo trafiłem w poprzeczkę. Defensywa rywali była wtedy prawie nie do przejścia. Próbowaliśmy ich podejść długimi podaniami, ale nie strzeliliśmy ani jednego gola.

Mecz Termaliki ze Stomilem zaplanowano na niedzielę o godz. 16.30.

Rozmawiał Waldemar Bargiel

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.