Taki wynik to zaskoczenie nawet dla piłkarzy Stomilu

- Nic nam nie wychodziło. Tak naprawdę dopiero przy wyniku 0:2 zaczęliśmy grać fajną piłkę - mówi o wyjazdowym meczu w Bydgoszczy Piotr Głowacki, piłkarz pierwszoligowego Stomilu.
Zawodnicy Stomilu nie będą mile wspominać wyprawy do Bydgoszczy. W niedzielę nie dość, że ulegli wysoko 0:3, to porażka ta kosztowała ich spadek z pierwszej, na czwartą pozycję w tabeli (relację czytaj tu Co się stało z obroną OKS-u?). Złudzeń na korzystny rezultat pozbawili olsztynian Szymon Lewicki, zdobywca dwóch goli (44., 81. minuta) oraz Sylwester Patejuk (60.). - Zdajemy sobie sprawę, że przeciwnik był od nas lepszy, ale teraz czujemy złość. Gdybyśmy nie tracili bramek w dziwny sposób, to końcowy wynik mógłby być inny - uważa Mirosław Jabłoński, trener biało-niebieskich.

Rozmowa z Piotrem Głowackim, pomocnikiem Stomilu

Mateusz Lewandowski: Po ligowym spotkaniu w Bydgoszczy, atmosfera w szatni z pewnością nie była najlepsza?

Piotr Głowacki: - Jesteśmy rozczarowani takim rezultatem. Nikt z nas nie spodziewał się aż tak wysokiej przegranej. Mieliśmy też swoje sytuacje bramkowe, ale ich nie wykorzystaliśmy. W drugiej połowie zostawiliśmy naszym rywalom zbyt dużo miejsca na boisku, a konsekwencją tego były kolejne stracone gole. Moim zdaniem sędzia też trochę pomógł bydgoskiej ekipie, ale to nie w jego decyzjach upatrywałbym przyczyn naszej porażki.

Przed meczem z Zawiszą spodziewaliście się przecież, że gospodarze od pierwszych minut będą szturmowali waszą bramkę. Rywale czymś was zaskoczyli?

- Przed spotkaniem nigdy nie jest się pewnym, jak przeciwnicy rozpoczną mecz. Wiedzieliśmy, że bydgoszczanie są mocni i pokazały to pierwsze minuty niedzielnego spotkania. Widać, że Zawisza rozkręca się z kolejki na kolejkę i na koniec sezonu na pewno będzie w czubie tabeli.

Po przerwie odważniej zaatakowaliście i wydawało się, że zaczniecie odrabiać straty. Ale to Zawisza podwyższał prowadzenie najpierw na 2:0, potem na 3:0...

- To była dla nas trudna sytuacja. Mimo że próbowaliśmy i staraliśmy się, to nic nam nie wychodziło. Tak naprawdę, dopiero przy wyniku 0:2 zaczęliśmy grać fajną piłkę. Często wymienialiśmy się podaniami, a także pozycjami na boisku. Teraz możemy tylko żałować, że nie graliśmy tak od początku spotkania.

Niedzielny pojedynek był dla was trzecim, jaki rozegraliście w ciągu tygodnia (wcześniej z Chrobrym Głogów 2:1 i Bytovią Bytów 1:1). Może to zmęczenie dało o sobie znać?

- Według mnie tak właśnie mogło być. Zawisza nie grał w tamtym tygodniu żadnego spotkania, więc mieli więcej czasu na odpoczynek. Z drugiej strony nie zwalałbym na to winy. W niedzielę piłkarze z Bydgoszczy byli od nas lepszym zespołem i uważam, że ich zwycięstwo jest w pełni zasłużone.

Do niedzieli byliście liderem rozgrywek, a niektórzy kibice już widzieli Stomil wśród kandydatów do awansu. Ta porażka powinna ostudzić ich entuzjazm?

- W każdym meczu chcemy zainkasować trzy punkty i to jest naszym głównym celem. Często powtarzamy, że jest zdecydowanie za wcześnie, by patrzyć na sytuację w tabeli. Aktualnie między pierwszym a dziesiątym zespołem jest niewielka różnica punktowa [liderujący Dolcan ma 19 pkt, a Zagłębie Sosnowiec z 10. miejscem 13 pkt - red.]. Dlatego ciągle będzie dochodziło do przetasowań. My musimy wyciągnąć wnioski z ostatniej potyczki i w najbliższą sobotę u siebie zagrać z Wisłą Płock dobre spotkanie.

Rozmawiał Mateusz Lewandowski

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.